Paulina Łężak – Teqball – piłka nożna na stole.

Paulina Łężak – Teqball – piłka nożna na stole.

Z Wicemistrzynią Świata w Teqball ⚽️ Pauliną Łężak rozmawiamy o jej bardzo urozmaiconej ścieżce sportowej i przygodzie z Teqball.

Paulina Łężak – absolwentka AWF w Warszawie – kierunek wychowanie fizyczne. W czasie studiów uzyskała uprawnienia trenera judo, siatkówki oraz instruktorka pływania, narciarstwa, snowboardu, żeglarstwa i windsurfingu, a także ukończyła kurs skałkowy. Pracowała kilka lat jako trenerka w szkole sportowej oraz klubie judo. Organizatorka obozów sportowych, wychowawca i kierownik obozowy. Aktualnie zasila służby mundurowe. Trenowała judo, siatkówkę, trójbój siłowy, rugby. Teraz jest zawodnikiem Teqball, piłki na trawie w MKSN Polonia oraz beachsoccer. Amatorsko startuje w maratonach, thriatlonach, futnecie i wszystkim na co znajdzie tylko czas, a co nazywa się aktywnością fizyczną poza tym kocha jeździć na rowerze, podróżować i czytać książki. Nie znosi nudy i siedzenia w miejscu.  Aktualna Wicemistrzyni Świata w Teqball – singiel 2021

Z Pauliną rozmawiamy między innymi o:

✅ uprawianych przez nią dyscyplinach sportowych

✅ tym kiedy i gdzie narodził się Teqball

✅ rozwoju tego sportu w Polsce i na świecie

✅ zasadach gry

✅ drodze do srebrnego medalu podczas Mistrzostw Świata

✅ atmosferze i emocjach towarzyszących dużej imprezie sportowej

✅ jej recepcie na ruch

Treść całej rozmowy:

T – Tomasz Chomiuk

P – Paulina Łężak

T: Cześć, witam was w kolejnym odcinku podcastu Recepta na Ruch. Dzisiaj moim gościem jest Paulina Łężak, wicemistrzyni świata w teqballu.

 

P: Cześć. Poważny tytuł.

 

T: Poważny, bo to chyba pierwszy taki sukces Polski na arenie międzynarodowej.

 

P: Międzynarodowej, aczkolwiek na własnym podwórku.

 

T: W Katowicach, tak?

 

P: W Gliwicach. Pierwotnie nie było wiadomo gdzie będą, więc pomyłka jest usprawiedliwiona.

 

T: Teqball to nie twoja pierwsza dyscyplina sportu, z którą miałaś do czynienia? Studiowałaś na AWF, czy jeszcze przed studiami sportu było dużo u ciebie, czy to tak się zaczęło w tym okresie?

 

P: Zdecydowanie wcześniej, już jako małe dziecko latałam po podwórku i pani od WFu ciągała mnie gdzie tylko mogła, ale tak zawodowo zaczęło się od judo. Jeszcze jak byłam w gimnazjum, nawet chwilkę przed gimnazjum, miałam 12 lat, judo, potem chwilkę siatkówki – wiem, z moim malutkim wzrostem, ale dawałam radę – trochę rugby, trójbój siłowy, piłka nożna i przyszedł czas na teqball.

 

T: Takie urozmaicenie wiem, że pomaga w tym, żeby później wejść w jedną dyscyplinę bardziej. Myślisz, że to też trochę się przyczyniło do tego, że masz ten sukces?

 

P: Myślę, że na pewno. Dużą rolę odgrywało judo, to jest bardzo ogólnorozwojowa dyscyplina, ale tak naprawdę z każdej dyscypliny coś wyciągasz do treningu i gry przy samym stole, także na pewno każda z tych dyscyplin miała wpływ.

 

T: Jak to się z teqballem u ciebie zaczęło?

 

P: Bardzo przypadkowo. Koleżanka, z którą studiowałam, siedziałyśmy w jednej ławce zadzwoniła i zapytała, czy jeszcze coś tam kopię, bo wiedziała, że na podwórku coś sobie kopałam czy na Akademickich Mistrzostwach Polski. Jej kolega szukał partnerki na mistrzostwa świata do Budapesztu, w teqballu.

 

T: A kiedy to było od momentu, kiedy dowiedziałaś się ile czasu było do mistrzostw?

 

P: 3 tygodnie. Jak mi powiedziała o teqballu, to rozłożyłam ręce i mówię “Ewelina, ale ja nie wiem co to jest teqball, pierwszy raz słyszę, możesz powtórzyć nazwę?”.

 

T: Jeszcze raz przypomnij, jakie to mistrzostwa były?

 

P: Mistrzostwa świata. Wtedy była pierwszy raz rozgrywana formuła mikst. Jak powiedzieli o wycieczce do Budapesztu, to mówię dobra, pojadę, tak się zaczęło.

 

T: Co zrobiłaś przez 3 tygodnie?

 

P: Dowiedziałam się jak wygląda stół i dalej nie ogarniałam zasad, ale wynik myślę, że był całkiem niezły, zajęliśmy 9 miejsce. Przegraliśmy niewiele prowadząc z późniejszymi wicemistrzami, więc myślę, że wynik był dobry.

 

T: Dla mnie to niesamowite, w 3 tygodnie przygotować się do mistrzostw świata.

 

P: Nie eskalujmy tak tego wyniku, bo poziom też był troszkę niższy. Teqball to bardzo młoda dyscyplina, nie ma zespołów dużo i dziewczyny zawsze są słabsze technicznie na początku. Jak już jedna więcej kopała, to już było naprawdę fajnie.

 

T: Młoda dyscyplina, wiem że to jest młoda dyscyplina, ale powiedz jak młoda dokładnie?

 

P: Bardzo młoda, powstała w 2014 roku na Węgrzech. Dwóch panów grało w garażu na stole pingpongowym i postanowili stworzyć nową dyscyplinę, od tamtego roku się zaczęło.

 

T: To rzeczywiście dość młoda dyscyplina, ale tak jak patrzę, mistrzostwa świata, mistrzostwa Polski, organizacja tej dyscypliny sportowej działa prężnie.

 

P: Bardzo prężnie, Węgrzy robią co mogą, stają na głowie żeby dyscyplinę rozpromować.

 

T: To ich narodowa dyscyplina, wymyślili to promują.

 

P: W tym momencie, to jedna z najpopularniejszych dyscyplin na Węgrzech. Mam nadzieję, że i w Polsce też to niedługo nastąpi. Promują, ambasadorem jest Ronaldinho, więc to już jest twarz, gdzie samo przez się mówi. Pojawia się czasami też na turniejach, więc przyciąga ludzi. Starają się, mają pieniądze, także dają radę.

 

T: Myślę, że każdą formę sportu warto promować i tutaj to im bardzo ładnie wychodzi. Jak to wychodzi w Polsce?

 

P: W Polsce też bardzo dobrze to naszym chłopakom wychodzi. Turniejów jest coraz więcej, jest Polski Związek Teqballu. Staramy się na razie, żeby nas ujęli w ministerstwie sportu jako Polski Związek, jeszcze do tego nie doszło, ale krok po kroczku. Należymy do Międzynarodowej Federacji FITEQ, węgierskiej, która zrzesza wszystkie związki na świecie, a jest ich już wiele, naprawdę prężnie działają.

 

T: Gdzie w Polsce najwięcej osób bierze udział w tej dyscyplinie?

 

P: Na chwilę obecną Warszawa, Podkowa Leśna, bo zdaje się, że w Polsce zaczęło się to od Podkowy Leśnej, aczkolwiek mogę się mylić. Teraz nad morzem, Władysławowo i Kielce, wszędzie zaczynają działać jak tylko mogą, rozrzucają stoły, zakładają kluby i powolutku i w Polsce powstają zawody różnej rangi.

 

T: Jeszcze jakbyś powiedziała na czym polega teqball, ile miejsca potrzeba? Jest stół, słuchając twojego wywiadu w radio powiedziałaś, że to jest ping pong z piłką kopaną. Czy ten stół tak jak oni wymyślali sobie, w garażu grali w ping ponga i ten stół trochę przerobili, czy on ma takie same wymiary jak stół do ping ponga czy trochę się różni? Różni się kształtem, ale czy wymiarowo?

 

P: Jest ciut niższy, wymiarowo jest bardzo podobny, aczkolwiek wydaje mi się, że jest ciut większy, dokładnie wymiarów nie kojarzę, ale jest nieznacznie większy. Przez to, że jest zaokrąglony, to nie do końca widać różnicę. Na pewno dużo niżej stoi i jest wygięty, żeby piłka nabierała rotacji.

 

T: Jakie są zasady gry?

 

P: Bardzo trudne, szczególnie dla początkujących do zapamiętania i myślę, że to jest najtrudniejszy element nauki, jeśli ktoś miał styczność z piłką nożną. Przede wszystkim mamy 3 kontakty i trzeba pamiętać, że nie można 2 razy z rzędu odbić tą samą częścią ciała. Jeśli gram formułę singiel, jeśli odbiję kolanem prawym pierwsze odbicie, to drugie odbicie nie może być prawym kolanem, mogę odbić lewym, ale prawym już nie. Trzecie odbicie – mogę wrócić do prawego kolana. To jest jedna z najważniejszych zasad, a druga równie ważna, to jest przebicie przez siatkę. Jeśli przebiję główką w jednej akcji i piłka do mnie wróci, to w kolejnej akcji nie mogę znowu użyć głowy, więc trzeba pamiętać czym się odbijało i to jest najtrudniejsze.

 

T: Pomyłki mogą powodować stratę wielu punktów.

 

P: Tak, na początku to jest bardzo dużo strat z tego powodu.

 

T: Jest formuła single, jakie są jeszcze?

 

P: W tym momencie mamy 5 formuł- singiel, debel mężczyzn, debel kobiet i mikst, czyli formuła mieszana.

 

T: Ile czasu trwa rozrywka i co trzeba zrobić, żeby wygrać?

 

P: Co trzeba zrobić, żeby wygrać? Trenować zawzięcie.

 

T: Ile punktów trzeba zdobyć, żeby wygrać? O tych zasadach jeszcze nie powiedziałaś.

 

P: Gramy do 12 punktów, do 2 wygranych setów, przy czym pierwszy set na 1-0 i jeśli będzie to na 2-0, to dwunasty punkt kończy, a jeśli 1-1 w setach i trzeci tie-break, to wtedy gramy na przewagi, czyli dopóki nie będzie 2 pkt przewagi. Ile czasu trwa rozgrywka? Bardzo różnie, zależy od poziomu, potrafi trwać 7 minut, a potrafi trwać 40 minut. Wszystko zależy od poziomu. Jest jeszcze coś takiego jak edge, czyli np. piłka uderzy w kant stołu, jeśli żaden zawodnik nie dotknie piłki, to jest powtórka. Jak masz w meczu edgów z 15, to wiadomo, że ten czas się wydłuża.

 

T: Łatwo trafić w kant stołu?

 

P: Myślę, że raczej jest to kwestia przypadku. Gdybyś chciał celować w kant, to nie jest to takie proste.

 

T: Piłka różni się od tej, którą się na normalnym boisku kopie?

 

P: Prywatnie na treningach śmiejemy się, że odbijamy balonem, bo ta piłka jest zdecydowanie lżejsza i mniej napompowana, niż piłka trawiasta. Troszeczkę się różni, nieznacznie.

 

T: Rozumiem, że trzeba kupić specjalną piłkę czy wybrać sobie taką, która jest lżejsza, nie ma grubej skóry?

 

P: Raczej chodzi o to, że Węgrzy robią sobie mały monopol na swoje sprzęty i wszystkie turnieje międzynarodowe są na ich piłkach. Piłki są trudne, bo nie są to piłki trawiaste. Piłki trawiaste jest łatwiej opanować, a ta piłka nigdy nie wiadomo jak się odbije, bo jest krzywo uszyta, aczkolwiek to też jest fun jak się czymś takim gra, trzeba się przyzwyczaić.

 

T: Powiedz mi proszę ile razy startowałaś? Rozpoczęłaś swoją przygodę kiedy?

 

P: W 2019 roku.

 

T: Niedawno.

 

P: Tak, jeszcze w pandemię…

 

T: Pewnie łatwiej było ćwiczyć w porównaniu do piłkarzy, którzy na boisku mieliby ćwiczyć.

 

P: Tak, przyznam nawet, że sobie do salonu wstawiłam stół na pół zgięty w trakcie pandemii i piłką gąbkową, żeby sąsiadom nie przeszkadzać uczyłam się odbijać, to był mój trening. Startów nie było nie wiadomo ile, na początku raczej to była przygoda i to było z przypadku. 2 razy na mistrzostwach Polski byłam, w zeszłym roku jak były kwalifikacje do mistrzostw świata i dwa lata wcześniej, jeszcze przed pandemią jak były mistrzostwa Polski. Raz na mistrzostwach Polski plażowych, ze 3 turnieje by się zdarzyły międzynarodowe.

 

T: Razem z tym, do którego musiałaś się przygotować w 3 tygodnie.

 

P: Tak.

 

T: W jaki sposób się przygotowujesz, poza graniem piłką gąbkową w domu? Jak wyglądają twoje treningi?

 

P: Problem polega na tym, że to jest młoda dyscyplina, więc nie mamy trenerów, nie mamy metodyki nauczania.

 

T: Pierwszy trener pewnie siedzi obok mnie gdzieś tam w przyszłości.

 

P: Nie wiem czy mi życia starczy na trenowanie kogoś. Pierwszym moim treningiem był Patryk Kamiński, z którym grałam w formule mikst, pojechałam z nim do Budapesztu na mistrzostwa świata. Początkowo to była po prostu gra, kwestia tego, żeby się przyzwyczaić do stołu, ogarnąć przestrzeń, zasady przede wszystkim. Dopiero tuż przed mistrzostwami świata zeszłorocznymi zaczęliśmy trenować, faktycznie trenować, a nie grać. Trenujemy każdy element osobno, później je łączymy i w zasadzie tyle, jak w każdej dyscyplinie.

 

T: Masz doświadczenie z innych dyscyplin, które wcześniej przerabiałaś i można teraz wykorzystać doświadczenie w nowej dyscyplinie.

 

P: Dokładnie tak jak mówisz. Jeśli chodzi o siłę, wytrzymałość, zwinność, to wszystko jest wytrenowane, pozostaje tylko ćwiczyć technikę.

 

T: Twój sukces, czyli wicemistrzostwo świata w Gliwicach w 2021 roku, rok temu, kiedy to było mniej więcej?

 

P: W grudniu.

 

T: To świeżutko. Jakie to było przeżycie? Jak te zawody wyglądały, jaka była mniej więcej skala? Dużo było ludzi, kibiców? Ile było drużyn mniej więcej, opowiedz o mistrzostwach świata.

 

P: Troszkę już się ta dyscyplina rozwinęła, więc drużyn było znacznie więcej niż w 2019 roku. Jeśli chodzi o kibiców, powiem że ciężko określić, bo Arena Gliwice jest tak wielka, że ile byś tam ludzi nie usadził, to jest ciężko określić. Na pewno było ich sporo, nie tylko z rodziny ale też z tego co widziałam, szkoły kibicowały, nawet to słyszałam.

Jeśli chodzi o ilość zawodników, to już jest cały świat – Kuwejt, Liban, Brazylia, Armenia, wszystkie kraje jakie tylko sobie wymarzysz, Senegal, nawet rodzina królewska z Kuwejtu przyleciała, także ludzi było mnóstwo, szczególnie grających. Panów było z 60 w kategorii, także to jest bardzo dużo. Kobiety dopiero się rozwijają i to były pierwsze zawody, nawet nie tyle, że mistrzostwa, ale pierwszy turniej, gdzie był turniej kobiet. Nas tam było bodajże 15 czy 16, powolutku rośniemy w siłę.

 

T: A jak to sama odebrałaś? Jednak sukces olbrzymi, ile razy musiałaś grać, żeby dojść do finału?

 

P: Meczy było 6 lub 7, w grupie na pewno były 3 mecze, a może i 4, nie pamiętam. Potem ćwierćfinał, półfinał i finał. 6 meczy było na pewno. Pierwszy mecz, w życiu się tak nie stresowałam. Tyle razy ile startowałam na judo, gdzie to też jest indywidualna dyscyplina, to ani razu nie miałam takiej nerwówki, jak przy pierwszym meczu tutaj, sama ranga robi swoje, na dodatek grałam ze swoją koleżanką z beach soccera, z którą grałam w drużynie na mistrzostwach Polski. W środku wszystko mi się telepało, jakbym przez tydzień nic nie jadła. Później z meczu na mecz było troszkę łatwiej, pomijając półfinał i finał.

 

T: A co było w półfinale?

 

P: Prawdziwy polski horror jeśli chodzi o mecze i o sport. Gra się do dwóch wygranych setów, grałam z Brazylijką Natalią Guitler, jest to jedna z bardziej znanych zawodniczek w Brazylii, szczególnie w footvolley, czyli piłce siatkowej na plaży, nożnej. Koleżanka Ronaldinho, 24 na dobę na plaży tylko odbija piłkę, świetna technika. Utytułowana zawodniczka jeśli chodzi o teqball, na mistrzostwach świata w 2018 roku, gdzie nie było jeszcze formuły mikst, ale był debel męski, ona startowała ze swoim partnerem i trzecie miejsce zajęli, więc ogromny sukces. Rok później mistrzostwo lub wicemistrzostwo w mikście, więc było z kim walczyć. Sama sobą pokazywała, że jest gwiazdą, także stres był, jeszcze przed swoją publicznością.

Pierwszego seta wygrała 12-9, drugiego seta wygrywała 11-9, gdzie jeden punkt jej wystarczył, żeby wygrać i wejść do finału, ale nie wiem jak to się stało, ja wygrałam 12-11. Przyszedł tie-break, gdzie Natalia wygrywała 11-7, czyli dalej jeden punkt, żeby wygrać i przegrała 13-11.

 

T: Dostarczyłaś emocji sobie i reszcie dookoła.

 

P: Na pewno jestem winna, również podziękowania kibicom, którzy dobrze zdzierali gardła, Natalię wybijali z rytmu.

 

T: Trochę skrzydeł dodaje taki sukces.

 

P: Bardziej mnie cieszył ten mecz, niż mecz finałowy, który troszkę zawaliłam, ale pierwsze koty za płoty.

 

T: Jeszcze raz gratuluję sukcesu. Co w ogóle ci daje teqball? Co widzisz w nim fajniejszego czy takiego, co powoduje, że akurat ta dyscyplina jest taka fajna?

 

P: Przede wszystkim jest to coś innego i coś nowego. Bardzo lubię próbować nowych rzeczy. Jest techniczna bardzo, uwielbiam trenować technikę, dla mnie stać i łupać jedno ćwiczenie przez godzinę – nie ma problemu, ja to bardzo lubię. Na pewno bardzo dużo mi to daje do gry na trawie czy do beach soccera na piachu, także polecam każdemu, bo jest to duże wspomożenie.

 

T: Czy jeszcze startujesz w innych rozgrywkach, zawodach z innych dyscyplin? Czy raczej skupiasz się na teqballu?

 

P: Robię co mogę, żeby startować gdziekolwiek się da. Nie lubię nudy i siedzenia w domu na 4 literach, także gram obecnie w czwartej lidze, w Polonii Warszawa na trawie i w beach soccera w sezonie letnim z drużyną Daleszyce.

 

T: Czyli można ciebie spotkać jeszcze na plaży z piłką?

 

P: Można, zdarza się.

 

T: Dużo czasu ci zajmuje trenowanie w ciągu tygodnia? Jakbyś określiła ile mniej więcej czasu na to poświęcasz? Łupanie ćwiczeń tych samych technicznie, bo tutaj jednak w teqballu jest poza tym, że trzeba pamiętać żeby dwa razy nie odbić tą samą częścią ciała, to ile poświęcasz na to czasu?

 

P: Czasowo jest to bardzo ciężko określić, bo pracuję w systemie 12 godzinnym na noce i na dnie, więc wszystko zależy od tego jak mam grafik ułożony. Mimo wszystko nie ma co się oszukiwać, trenuję codziennie różne formy. To nie jest trenowanie tylko teqballu czy tylko piłki nożnej, nie jest to samo w sobie uzupełnienie, tylko to jest moja forma ruchu, którą bardzo lubię – ścianka, basen, siłownia czy gdzieś pobiegać, także codziennie coś jest, nawet jak nie mam czasu, to chociaż parę brzuszków zrobię na macie w domu i też jest dobrze.

 

T: Czyli kochasz ruch?

 

P: Tak, zdecydowanie.

 

T: To taka też dobra recepta, żeby bardzo wszechstronnie, urozmaicać sobie.

 

P: Nie ma nudy, wtedy ruszać się każdy zechce.

 

T: Uruchamiasz wszystkie części ciała, nie skupiasz się tylko na jednej. Jakbyś oszacowała, jak w Polsce dużo jest miejsc, gdzie można trenować teqball ze stołem?

 

P: Ze stołem myślę, że miejsc jest coraz więcej. Do niedawna to były 2-3 miejsca, natomiast w tym momencie nie podam liczby, ale w każdym województwie już jest, nie w każdym większym mieście, ale w większości raczej tak.

 

T: Wychodzę z podobnego założenia jak ty, że warto próbować nowych rzeczy i szukać dla siebie czegoś fajnego. Ty tych rzeczy znalazłaś bardzo dużo.

 

P: Każda forma ruchu jest dla mnie.

 

T: Na youtube można pooglądać, ja też od jednej gościni, która była tutaj, dowiedziałem się, że można się zakochać w jakiejś dyscyplinie sportu czy ruchu nawet przez oglądanie filmiku, bo coś się może spodobać, a później trzeba pójść i spróbować na żywo. Zachęcamy żeby sobie obejrzeć rozgrywki teqballa, chociaż nigdy to na filmiku nie wygląda tak jak jest się na żywo.

 

P: Zdecydowanie nie.

 

T: Zawsze tak jest, teraz jest olimpiada i ogląda się zjazd narciarski, to tam nie widać jaka to jest ściana, jak to jest pionowo ułożony stok praktycznie.

 

P: Wszystko wygląda na łatwe, proste.

 

T: A na żywo to już inaczej wygląda. Tutaj, pomimo że nie jest to dużo przestrzeni, to też inaczej to wygląda na żywo niż oglądając filmik.

 

P: Zdecydowanie, na filmiku wygląda to na bardzo proste. Mogę podać przykład, siatkonoga, tzw. futnet, na filmiku wygląda to na banalnie proste, jak oglądałam to mówię “e, łatwizna”. Jak się już stanie na boisku to czasami mam wrażenie, że teqball jest łatwiejszy niż futnet, tak jest pewnie z każdą dyscypliną.

 

T: Jak oglądałem zawody w Gliwicach, pojedynek kobiet, to zauważyłem, że dziewczyny, które grają, wszystkie są w kucykach, podobnie jak ty. To pomaga czy utrudnia?

 

P: Nie wyobrażam sobie gry w rozpuszczonych włosach, bo chyba byś piłki nie widział, szczególnie jak się ma włosy do pasa. Zdecydowanie każda ma związane, większość ma w warkocze.

 

T: Koka chyba nie zrobisz?

 

P: Koka też można, aczkolwiek ja go nie umiem pleść i zawsze mi się rozwala, dlatego go nie mam. Jak masz za długie włosy spięte w kuca i sobie główką uderzysz, kucyk przejedzie po gałce, to w którymś momencie stwierdzisz, że trzeba je podciąć, co też uczyniłam.

 

T: Czego się nie robi dla sportu.

 

P: U niektórych to też kwestia mody. Niektórzy lubią na boku kucyka zrobić jak Natalia.

 

T: Ale to przeszkadza w uderzeniu.

 

P: Natalia nie ma problemu, wszystko kwestia wygody, co kto lubi.

 

T: Zachęcamy do tego, żeby obejrzeć taki mecz, zobaczyć jak to wygląda.

 

P: A jeszcze bardziej zachęcamy do spróbowania, bo oglądanie mimo wszystko jest nudniejsze niż sama gra.

 

T: Oczywiście, tylko jeszcze trzeba znaleźć miejsce, w którym można pouderzać piłkę na odpowiednim stole.

 

P: Jeśli chodzi o Warszawę, to na pewno stoły stoją też na zewnątrz, np. na Strumykowej. Wiem, że w Pruszkowie jest stół na zewnątrz, we Władysławowie, w Kołobrzegu, także znajdą się, wystarczy do wujka Google zadać pytanie.

 

T: Właściwie to tylko piłkę trzeba mieć, później stół się znajdzie.

 

P: Każdą piłką można odbijać, to nie jest wielka różnica. Różnicę wyczują tylko ci, którzy na co dzień grają, trenują i biorą udział w zawodach, a tak żeby sobie pograć, spróbować, to każda piłka będzie dobra.

 

T: Trochę już o tym powiedziałaś, ale mam takie pytanie, które zadaję praktycznie wszystkim gościom – jaka jest twoja recepta na ruch?

 

P: Myślę, że recepta jest zakorzeniona w środku od małego, to jest po prostu próbować nowych rzeczy, wszędzie. Próbujesz, nie pasuje, idę do następnej dyscypliny, w końcu znajdziesz swoje miejsce, gdzie będziesz chciał codziennie to robić. Jak się znudzi, to mamy tyle możliwości w dzisiejszych czasach, że myślę że każdy znajdzie i będzie mógł się realizować.

 

T: Gratuluję tobie, że znalazłaś tę nową dyscyplinę, w której w błyskawicznym tempie doszłaś do poziomu, a to dało srebrny medal na arenie światowej, na mistrzostwach świata. Jeszcze raz ci gratuluję. Dziękuję, że przyszłaś do podcastu i opowiedziałaś. Myślę, że może kogoś zachęciliśmy.

 

P: Oby jak najwięcej, szczególnie dziewczyny bo ich jest jeszcze mało, a wiem że coraz więcej gra w piłkę nożną.

 

T: Szukasz konkurencji?

 

P: Zdecydowanie, uważam, że im nas więcej tym większy poziom, tym większa mobilizacja do tego, żeby więcej robić i dawać z siebie. Jak jest nas mało, to jaka to przyjemność wygrywać. Im więcej tym lepiej, większa satysfakcja.

 

T: Fajne podejście. Dziękuję ci jeszcze raz bardzo. Przypominam, podcast jest co środę o godzinie 12:00, także zapraszam do oglądania, komentowania, możecie udostępniać, lajkować, to trochę podnosi rozpoznawalność podcastu. Dziękuję wam bardzo i do zobaczenia.

 

P: Do zobaczenia.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *