Paweł Błasiak – ratownictwo wodne to styl życia.

Paweł Błasiak – ratownictwo wodne to styl życia.

W tym odcinku podcastu wspólnie z Pawłem Błasiakiem rozmawiamy o WOPR, bezpieczeństwie, zasadach i odpowiedzialności w wodzie.

Paweł Błasiak w WOPR od 1986 roku. W międzyczasie funkcjonariusz BOR (20 lat) i Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego na stanowisku dyrektora Wydziału. Bezpieczeństwa i Zarzadzania Kryzysowego (10 lat). Wszystkie stopnie WOPR aż do Instruktora WOPR w roku 1992, a od roku 2016 Instruktor Wykładowca WOPR. Instruktor ILS. Od 2008 członek Zarządu Głównego. Od 2010 Prezes jednostki Wojewódzkiej WOPR, a od 2019 Prezes Zarządu Głównego WOPR. Żona, trzy córki (wszyscy ratownicy), pies, dwa koty.

Z Pawłem rozmawiamy między innymi o:

✅ tym czym jest Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe

✅ jakie warunki należy spełnić, aby zostać ratownikiem WOPR

✅ edukacji dzieci i dorosłych w zakresie bezpieczeństwa nad wodą

✅ praktycznych radach zwiększających to bezpieczeństwo

✅ morsowaniu i zimowym pływaniu

✅ WOPR jako stylu życia

✅ jego recepcie na ruch

 

Treść całej rozmowy:

T – Tomasz Chomiuk

P – Paweł Błasiak

 

T: Cześć, witam was w kolejnym odcinku podcastu Recepta na Ruch. Dzisiaj moim gościem jest Paweł Błasiak.

 

P: Witam.

 

T: Prezes WOPR, ratownik.

 

P: Ciągle ratownik.

 

T: Zdarza ci się jeszcze wskoczyć do wody, żeby komuś pomóc?

 

P: W tej chwili raczej moi ratownicy pracują, ja już na plaży nie pracuję bardzo długo. Wczoraj wspominałem takie prace z ludźmi, z którymi pracowałem. Pływam, ratuję, szkolę, ale zdaje sobie sprawę, że wiek robi swoje mimo wszystko. To nie jest ta siła, może myślenie tak, ale siła, sprawność, to młodzi ludzie.

 

T: Czyli tylko młodzi się nadają?

 

P: Nie, są ratownicy, którzy mają dużo więcej lat niż “młodzi”, są w moim wieku i starsi, ale trzeba pamiętać, że jednak wytrzymałość czy siła to jest predyspozycja ludzi przede wszystkim młodych.

 

T: Jeszcze jak się o to cały czas mocno dba, to można długo przeciągnąć.

 

P: Można przeciągnąć, jest fajnie, ale trzeba mieć świadomość. Z żoną ostatnio ratowałem około 20 lat temu, ratowaliśmy człowieka z morza, przypadkowo bo akurat byliśmy. Uratowaliśmy, ale odpłaciło to nam strasznie dużym poczuciem straty energii. Uświadomiłem sobie, że to nie jest to samo, jak kiedyś pracowałem w Krynicy Morskiej. Kilka razy dziennie w morze, wracałem, było fajnie, to po prostu taka świadomość. Pływam 2 razy w tygodniu, robię swoje kilometry, ale to nie jest tak samo jak kiedyś.

 

T: Wracając do “kiedyś” – jak to się stało, że zostałeś ratownikiem? Kiedy się nauczyłeś w ogóle pływać?

 

P: Nauczyłem się pływać w szkole podstawowej, nie na obowiązkowych lekcjach, bo wtedy mnie do wody zrażono. Później zacząłem chodzić na Warszawiankę, tę Warszawiankę, co jest w Warszawie, kiedy jeszcze była odkryta. Tam zacząłem wodę mieszać, jak już tam ratownik powiedział, że trochę źle mieszam, powiedział że trochę inaczej trzeba, okazało się, że da się inaczej. Ratownikiem zostałem w wojsku, jak jeden z kolegów powiedział “chodź, zrobimy ratownika”, “no to chodź, zrobimy”. Poszedłem, udało się i tak wsiąkłem.

Przyczyna była również bardziej osobista, ale nie wiem czy moja żona będzie oglądała, bo moja poprzednia dziewczyna była Monika, a Monika była dziewczyną ratownika i nie wypadało, żeby nim nie być. Potem się rozstaliśmy i ślad po nas zaginął, ale ja ratownikiem zostałem. Moja żona jest ratownikiem, córki są ratownikami.

 

T: Ile czasu byłeś czynnym ratownikiem, gdzie rzeczywiście siedziałeś na plaży, na basenie?

 

P: Na basenach i na plaży około 10 lat. Potem poszedłem do pracy mundurowej, ale ratownikiem byłem zawsze, pracowałem i tam jako ratownik. Stricte jako ratownik, czyli basen, plaża i kąpieliska, to około 10 lat było takich bardzo intensywnych, potem było okazjonalnie, a wcześniej to był typowy zawód.

 

T: Teraz już szkolisz bardziej, jesteś prezesem WOPR. Czym w ogóle jest WOPR, może nie każdy się orientuje jakie są zadania.

 

P: WOPR właśnie obchodzi 60 lat swojego istnienia, to jest dosyć dużo. W 1962 roku został utworzony z pasji ratowników, pływaków. Jak powiedział ostatni żyjący ojciec założyciel, 92 letni w tej chwili Tadeusz Olszański, z jednego dziennikarza ze sztandaru młodych, który wymyślił nazwę i formę, powstało stowarzyszenie, które na wzór GOPRu i TOPRu powstało, tylko że oni będą ratować w wodzie. Zaczęło się to rozrastać, jednostki wojewódzkie, szkolenia, programy, w 70. roku zaczęliśmy należeć do struktur międzynarodowych.

Sport, powodzie, większa technika i powstało coś takiego, taki styl życia. Organizacja, firma, przedsiębiorstwo, ale powstała organizacja, która skupia ratowników, którzy chcą. U nas sezon ratowniczy wydaje się, że nie jest 12 miesięczny, bo wbrew pozorom my między wrześniem a majem również dużo ratujemy, ale najwięcej ratowników to jest morze i jeziora w czasie wakacji, tam się kojarzą. To są z reguły studenci, z reguły młodzi ludzie, zaraz po maturze, którzy chcą mieć fajne wakacje. Ratownik raczej pieniędzy z wakacji do domu nie przywozi, bo on je wydaje w czasie wakacji.

 

T: Przyjemne z pożytecznym.

 

P: To jest sposób na fajne spędzenie wakacji. Jak ja byłem młody, to na plaży byli najfajniejsi chłopcy, dziewczyny z resztą też, jedni i drudzy byli. To jest fajny sposób na życie.

 

T: A jak duża to jest organizacja? Ilu jest ratowników w Polsce?

 

P: Przewinęło się przez WOPR ponad 120 tysięcy osób, którzy liznęli ratownictwa, dostali stopnie i potem odeszli w dużej mierze, z różnych przyczyn – zakłada się rodziny, odchodzi się bo idzie się do innej pracy, przestaje to się podobać, wyjeżdża się. Czynnych ratowników w Polsce w tej chwili moim zdaniem jest około 20 tysięcy, przy czym z tego około 12-13 tysięcy, to są członkowie WOPRu sztywni, takie mamy dane, a reszta jest z innych prywatnych firm.

Ratowników zawodowych, którzy pracują to jest moim zdaniem między 15 a 20 tysięcy, nie wiem ile w prywatnych firmach pracuje, a w WOPRze jest 12-13 tysięcy ratowników, natomiast członków jest więcej, bo jeszcze mamy młodzież. Zaczynamy trochę wcześniej niż inne przedsiębiorstwa uczyć zabawy w ratownictwo, bo to jest dla nas poprzez zabawę do tego żeby zachęcić dzieciaki, że to nie jest tylko i wyłącznie praca od 8 do 16 albo od 14 do 20, tylko to też jest sposób na życie, sposób przekazywania wyższych wartości.

 

T: W jaki sposób uczycie? Zadania WOPRu to też jest edukacja, różnego rodzaju imprezy, spotyka się akcje, które są nagłaśniane w mediach, w telewizji, w radiu.

 

P: To jest najprostsze, to może robić każdy. Chodzi nam o to, aby wychować, to jest coś takiego jak harcerstwo, tylko w wodzie, to jest sposób na wychowanie dzieciaka. Musimy go wychować w ten sposób, żeby on zwrócił uwagę, że coś jest niebezpiecznego, żeby chciał pomóc i żeby chciał tę wiedzę przekazać komuś innemu. Jeżeli wychowamy takiego człowieka od 8-12 roku życia, już zaczynamy w tym wieku ciągnąć te dzieciaki w jakiś sposób, to one przesiąkają ideą wolontariatu czy chęci pracy, to nie zawsze jest wolontariat, to może być praca za pieniądze, to czasami są dobre zawody, dobrze płatne. On przesiąka i chce. Jeżeli ktoś robi, ma pracę i robi to co lubi, to co kocha, to nigdy nie chodzi do pracy, on po prostu robi to, co lubi.

 

T: W jaki sposób te dzieciaki zachęcacie? One mają zajęcia z nauki pływania?

 

P: WOPR się kojarzy przede wszystkim z pływaniem. Musimy pływać na basenie, pływać i jeszcze raz pływać – nie tylko, my mamy obozy kajakowe, obozy żeglarskie, obozy narciarskie mamy w zimie. Chodzimy po górach, jeździmy rowerami, oprócz pływania to jest konsolidacja grupy, że te dzieciaki się zżywają. Nie każdy jest dobry w pływaniu, jeden może być dobry w czym innym.

Mamy jeszcze sprawy medyczne, mamy jeszcze sprawy różnych technik, mamy zajęcia na kajakach, także wszystko się raczej koło wody kręci, tak jak u górali się kręci koło gór, a nie morza, tak u nas się kręci koło wody, ale jest to szersze. Na obozach gramy w gry planszowe, nie myślałem, że dzieciaki tak lubią grać w gry planszowe, to jest dla nich taka frajda, że nie można ich czasami wieczorem oderwać i zagonić do spania.

 

T: Właściwie to jest recepta na ruch, z tego wynika. Tyle aktywności dla dzieciaków, naprawdę fajnie można się tam odnaleźć sportowo.

 

P: Tak, jeżeli nawet jedziemy na obóz letni czy zimowy, to pływania mamy 2-3 godziny dziennie, bo to nie są pływacy. Oprócz tego muszą mieć jeszcze coś innego. Jeżeli jesteśmy koło wody, to owszem w wodzie, ale to można grać w piłkę, niekoniecznie w wodzie, można grać w płytkiej wodzie w normalną tzw. gałę. Można grać w siatkówkę w wodzie, można grać na plaży, można robić różnego rodzaju wyścigi na plaży. Oscylujemy wokół niesienia pomocy, czyli spraw medycznych i spraw wodnych, ale to nie jest tylko woda, to nie jest wchodzenie do wody i szatkowanie wody tam i z powrotem, odbijanie od ściany do ściany i liczenie kafelek, to nie to samo. My chcemy ich zachęcić do tego, żeby to był sposób na życie, sposób na aktywność.

 

T: Styl życia.

 

P: Najlepszy przykład, ostatnio mieliśmy jedną ze służb, przyszli się szkolić na ratownika. Trzeba było ich zachęcić do tego, okazało się, że nie są tacy rewelacyjni fizycznie, w związku z tym powiedzieliśmy, że muszą dłużej pływać. Kurs się nam przeciągnął, z 2-3 tygodni do paru miesięcy, bo oni musieli 2-3 razy w tygodniu chodzić na pływanie. To kiedyś byli ludzie bardzo aktywni, tylko idąc do pracy trochę się mniej uaktywnili, w związku z tym zaczęli chodzić na basen.

Po 3 miesiącach przyszli, zrobili normy, które trzeba zrobić, bo to było wiadomo, że oni je zrobią ale nie od razu. Powiedzieli, że im się to tak podoba, że oni chodzą dalej, czyli efekt dodany jest. Oni teraz chodzą raz-dwa razy w tygodniu poruszać się. Do tej pory nie chodzili, bo trzeba wejść do wody, rano wstać, teraz mówię “o której wstajecie?” “na 6 idziemy popływać przed pracą”. Da się? Da się.

 

T: Też kiedyś tak miałem, teraz trochę mi się praca zmieniła. Jeśli tutaj myślimy o tym, że ktoś oprócz tego, że to jest styl życia, ale rzeczywiście chce zostać ratownikiem, to czy powinien posiadać predyspozycje, walory? Czy każdy może zostać ratownikiem?

 

P: Każdy. Żeby zostać ratownikiem wodnym trzeba umieć pływać. Według nas każda osoba może się nauczyć dobrze pływać, to jest kwestia chęci, przekonania. Są oczywiście jednostki tzw. wybitne, które z przyczyn fizycznych pływać się nie nauczą, albo kosztuje to bardzo dużo czasu, albo nie będą robić tych norm tzw. zawodowych, ale mogą to ratownictwo liznąć, samo ratownictwo, pomaganie sobie, pomaganie ratownikom. Dla nas jest bardzo istotne, żeby ludzie na plaży wiedzieli, że jeżeli ratownicy ruszają do akcji coś robić, to jak oni mogą im pomóc, że jest coś takiego jak apteczka, że trzeba im przynieść. Jak jest lina, to trzeba ją ciągnąć.

 

T: Świadomość społeczna.

 

P: Wiadomo, że jak jest wypadek samochodowy, to trzeba otworzyć drzwi i wyłączyć silnik, to jest bardzo ważne, żeby ktoś wiedział jak to zrobić. Człowieka nie można ruszyć jeśli oddycha, bo można mu uszkodzić kręgosłup, więc nie ruszamy go póki oddycha. Jak nie oddycha – dzieciaki z przedszkola chyba najlepiej to potrafią, świetnie to robią. Taką świadomość chcemy wychować w kierunku wody.

Policja – zawsze chwialiłem policję – dochrapała się czegoś takiego, że jak obywatel widzi pijanego wsiadającego do samochodu, to dzwoni i podaje numer rejestracji. Chcielibyśmy żeby jak ktoś widzi pijanego, nietrzeźwego wsiadającego do łódki, to dzwoni i mówi “nietrzeźwy wsiada do łódki”, bo albo kogoś rozjedzie albo sam sobie coś zrobi. Jak sam sobie coś zrobi, to jego sprawa, ale gorzej, że może kogoś rozjechać, bo w wodzie ludzie pływają, woda jest po to, żeby się nią cieszyć, bawić.

 

T: Co trzeba zrobić, żeby zostać ratownikiem? Są kursy, testy, egzaminy, jak to wygląda?

 

P: Ratownikiem z pasji czy zawodowo?

 

T: Z pasji i zawodowym.

 

P: Z pasji trzeba trafić albo jako dzieciak, albo jako zdeterminowany dorosły, że chce być lepszym w ratownictwie wodnym. Przychodzi się do WOPRu, są też inne organizacje, ale mówmy WOPRy, będzie prościej – przychodzi się do WOPRu, oni proponują zajęcia i albo mi się to podoba albo nie. Jak mi się to podoba, to się wkręcam, idę na zawody, robię uprawnienia motorowodne, jadę na szkolenie lodowe, jest tego mnóstwo pasji i jeżeli to się komuś podoba, to w to wsiąka. Jak mu się nie podoba, chce robić zawód, to robi od kreski do kreski kurs, tak jak prawo jazdy, robi uprawnienia i idzie na basen, na plażę albo tam, gdzie go przyjmą do pracy. O 16 kończy, nie interesuje go żadne dodatkowe szkolenie, żadna pasja, jak we wszystkim.

Jeden fryzjer przychodzi, tnie i idzie do domu, a drugi jest wirtuozem. Tak jak lekarze, u jednego na “boli mnie jak kucam” usłyszymy “nie kucać”, a drugi pyta się dlaczego boli. Jak chce się zostać kimkolwiek, mieć jakikolwiek zawód i ma się do tego pasję, to dobrze. Tutaj można to zrobić dwojako. Łatwiej jest zaszczepić coś takiego u młodych dzieciaków, oni mają taką tendencję. U młodzieży od 16-18 roku życia niestety nasz świat wychował ich bardziej komercyjnie i patrzą bardzo komercyjnie, tę pasję już jest ciężej zaszczepić, bo oni się bardziej rozglądają. To są dwie drogi, jedna jest cięższa, bo ta ratownicza WOPRowska jest dużo cięższa, bo wymaga więcej pracy, ale jest dłużej rozłożona. My ją zaczynamy od malucha, a kończymy tak, żeby wychować dobrego, mocnego ratownika w wieku 20-21 lat.

 

T: Sporo czasu. Są egzaminy, jak one wyglądają? Jakie trzeba spełnić wymagania?

 

P: Egzamin państwowy, u nas się mówi egzamin MSW, jest po 63 godzinach szkolenia minimum, może być więcej. Tam jest 400 metrów w 8 minut, 50 metrów w 55 sekund z głową na powierzchni wody, nurkowanie 25 metrów, polowanie 150 metrów 3 sposobami, łódka, akcja. Zdaje się ten egzamin po kursie, dostaje się zaświadczenie, potem są jeszcze szkolenia medyczne i chodzi się z papierem i szuka się pracy. W WOPRze jest coś takiego, że my to szkolenie rozkładamy już w młodzieży i po drodze oni te uprawnienia robią i idą potem dalej szkoląc się.

Szkolenia tzw. państwowe nie przewidują szkoleń specjalistycznych, czyli nie uczy się tam ratownika jak postępować np. na lodzie, albo na rwącej rzece. My takie szkolenia mamy, oczywiście one nie są obowiązkowe do pracy, ale są właśnie dla tych wariatów. Ktoś mówi “jak ty tu przyjechałeś, płacisz za to żeby przyjechać na tor kajakowy na Wietrznicę, tyle kilometrów, żeby cię wrzucili do wody, żebyś spał w kiepskich warunkach, zmarzniesz, będziesz wracał do domu, to musisz być wariatem”, a oni przyjeżdżają 2 razy w roku i przyjeżdżają 3, 4 rok z rzędu.

 

T: To jest przygoda.

 

P: To jest WOPR.

 

T: Mamy tych ratowników kilkanaście czy 20 tysięcy, a utonięć jest bardzo dużo, cały czas ratowników jest za mało czy po prostu ludzi z głową jest za mało?

 

P: Utonięć na kąpieliskach nie ma, tam gdzie są ratownicy. Toną ludzie tam, gdzie nie ma ratowników.

 

T: To znaczy, że jest za mało lub wybierają złe miejsca.

 

P: To też nie jest tak. Toną ludzie na pływalniach, ale to z reguły utonięcia są z przyczyn nietypowego utonięcia, czyli zachłyśnięcia się, tylko z przyczyn bardziej zdrowotnych – serce, padaczka. Efektem jest, że jakby ten ktoś upadł na ziemi to by poleżał i by wstał. Jeżeli zemdleje w wodzie, to zaleją mu się górne drogi oddechowe i niestety utonie. Jak ratownicy tego nie zobaczą albo będzie to na tyle daleko, że nie zdążą, to niestety mamy przykre konsekwencje.

Trzeba pamiętać, że woda jest dla wszystkich do korzystania, z wody trzeba korzystać, łącznie z pływaniem. Trzeba to robić mądrze, natomiast jest niestety w nas coś takiego, że my jesteśmy supermanami i na pewno tam przepłyniemy, no przecież jak nie przepłynę, jak przepłynę. Po drodze okazuje się, że jednak nie przepłynę, że muszę wrócić, odwracam się, a tam jest dalej, tak czasami bywa. Bardzo popularne jest w tej chwili pływanie na wodach otwartych, to wręcz można w Warszawie na jeziorku Czerniakowskim zobaczyć o 6 rano przyjeżdżają panowie bardzo dobrymi samochodami, w bardzo dobrych ubraniach, przebierają się.

 

T: To triathloniści są.

 

P: Nie tylko, ale podobno nie trzeba mówić, że ktoś uprawia triathlon, bo on sam powie. To są ludzie, którzy przychodzą rano, tam nie ma szatni, przebierają się w kąpielówki albo pianki, biorą bojkę asekuracyjną, wkładają do niej kluczyki, telefony, zakręcają i idą, płyną sobie na godzinę, wracają, otwierają samochód, przebierają się i wychodzą. Oni płyną z pewnym zabezpieczeniem, są świadomi, że jak coś się stanie, to mają bojkę żeby się przytrzymać, odkaszlnąć. Jeżeli jest skurcz, to z tą bojką dopłynąć, nawet jeżeli będzie bardzo uparty to wyjmie telefon i zadzwoni.

My cały czas mówimy “cieszcie się wodą, ona jest właśnie po to, żeby pływać”. Na kąpielisku my zapewniamy 100% bezpieczeństwa. Przy typowym tonięciu, jeżeli ratownicy pracują prawidłowo, a ratownicy WOPR pracują prawidłowo, ratownicy zauważając tonącego, to jest tyle czasu na dopłynięcie i doholowanie do brzegu, że nawet jeżeli ustanie mu akcja serca, oddychanie, to czas który jest w sytuacji tonięcia my jesteśmy w stanie go pobudzić i poruszyć, to jest tzw. 100% uratowania. Dlatego to jest 50 metrów, dlatego jest 3 ratowników na plaży morskiej, dlatego jest sprzęt, w tyle czasu się da przy typowym tonięciu, bo ktoś tonie i zachłysnął się albo nie ma siły, tak bywa, tam jest czasami głęboko.

Problem robi się wtedy kiedy ktoś kąpie się za kąpieliskiem, bo mu ratownicy powiedzieli, że nie może wypłynąć dalej, to on jest mądry, pójdzie 100 metrów dalej się kąpać. 100 metrów dalej, to jest 100 metrów dalej do dobiegnięcia, to jest więcej czasu. My odpowiadamy na kąpieliskach za kąpielisko, na kąpielisko przychodzą ludzie, którzy mają pewność, że ich uratujemy. Jak my z kąpieliska odchodzimy, to musimy im to oznajmić, że my z kąpieliska wychodzimy, bo jakiś – przepraszam – głąb pływa poza kąpieliskiem i nie umie, to my musimy ich z tego kąpieliska usunąć, zamknąć kąpielisko i dopiero ratować.

W praktyce jest tak, że jeden zostaje, który te osoby usuwa, a dwóch leci ratować. Zgodnie z prawem powinno być tak, że oni powinni się ruszyć aż to kąpielisko nie będzie puste, ale to trochę za dużo czasu, w związku z tym to jest takie troszkę naginanie prawa, żeby ratować osobę spoza. Jak to jest 100 metrów, to jest szansa bardzo duża, ale jeżeli to jest 500 metrów czy 700 m i ktoś przybiega do nas, że tam ktoś utonął, poszedł pod wodę, to szansa jest bardzo mała, aczkolwiek w roku ubiegłym po pół godzinie szukania dzieciaka w Międzyzdrojach takim sznurem plażowiczów znaleziono go i zresuscytowano. Śmigłowcem go zabrano, śmigłowiec zabiera tylko jak się zresuscytuje, więc jeżeli wystartował, to znaczy że było dobrze i dzieciak przeżył, da się.

 

T: Ile jest utonięć?

 

P: Około 500, licząc czasami mniej, czasami więcej.

 

T: Na sezon w Polsce. Jak to się zmienia w ostatnich latach, jest lepiej czy gorzej?

 

P: To jest uzależnione od słoneczności dni. Im jest cieplej i więcej słonecznych dni, tym utonięć jest więcej, bo ludzie idą nad wodę. To jest tak samo jak z samolotami, one spadają, kiedy startują. Jeżeli ludzie idą nad wodę się kąpać, to statystycznie tych utonięć jest więcej. Jeżeli jest bardzo zimne lato, to utonięć jest mniej.

 

T: Czysta matematyka.

 

P: Niestety. Tak to wygląda, można powiedzieć, że było utonięć 20 lat temu 2 razy więcej, 800 utonięć, przy czym dużo mniej było aktywności wodnej, nie było desek sup, nie było windsurfingu, nie było tylu kajakarzy. Żaglówki na Mazurach to była rzadkość, w tej chwili żaglówek jest bardzo dużo, a utonięć jest 2 razy mniej. Świadomość ludzka podeszła do góry, mamy więcej pływalni, w związku z tym ludzie uczą się pływać. Dzieciaki, które mają dostęp do basenu i świadomych rodziców, to na ten basen chodzą i albo nauczą się pływać, albo się nauczą szacunku do wody.

Jeżeli jeszcze w akcjach edukacyjnych wpoimy np. dzieciom, że ta kamizelka jest potrzebna i trzeba ją dobrze zapiąć, kiedyś mieliśmy program, on został trochę zaprzepaszczony przez naszych kochanych samorządowców, bo potem nie było środków na kamizelki. Uczyliśmy dzieci co się dzieje kiedy się kamizelkę źle zapnie, jak wpada do wody co się dzieje. Pokazywaliśmy jak trzeba ją dobrze zapiąć i dawaliśmy taką kamizelkę w prezencie.

Potem mieliśmy bardzo dużo pretensji od rodziców, że dzieci nie chciały na wakacje wyjechać bez kamizelki, bo to jest kamizelka od ratownika, więc to jest najważniejsze, ona musi jechać w bagażu, w związku z tym jechała. Potem jak to dziecko wsiadało z tatą na łódkę, to prosiło tatę by zapiął, “tato, to nie tak”, więc tata dla świętego spokoju tak jak pasy w samochodzie “no dobra, synu zapnę”. Mamy nadzieję, że ta zapięta kamizelka komuś to życie uratowała.

 

T: Powiedziałeś dwie bardzo praktyczne rady, to o czym trzeba pamiętać. Jak płyniemy gdzieś dalej, to bojka, tutaj kamizelka, czy są jeszcze takie proste, praktyczne rady, o których warto pamiętać?

 

P: Nie pływajmy sami, jeżeli nie musimy to nie pływajmy sami, bojka nie zawsze nam pomoże. Jeżeli płyniemy w 2 osoby, w 3, a tak pływają, ci pływacy przychodzą, wchodzą do wody we 3 osoby, płyną w tę i z powrotem, w razie czego sobie pomogą. To też nie jest sport do końca indywidualny. Biegnie też się zawsze fajnie w kilka osób, to jest taka rada – nie pływajmy sami. Jeżeli chcemy na basenie nurkować, na odległość, zobaczyć czy jesteśmy świetni, to powiedzmy ratownikowi, że będziemy tu nurkować, on wtedy na nas spojrzy.

Jest coś takiego jak zaśnięcie pod wodą, można usnąć, stracić świadomość, nagle prąd odcina, ktoś bardzo chce a nagle go nie ma i on sobie tak leży. Jeżeli ratownik tego nie wie, na potężnym basenie, tak jak tu jesteśmy na wielkim basenie, jest 3 ratowników, są refleksy świetlne i w wodzie jest 80 osób, to on jest w stanie nie zauważyć kogoś, że on teraz zanurkował i poszedł pod wodę, jeżeli jest tak mało ratowników na basenie, bo tak zatrudniono.

Jeżeli ktoś powie “słuchaj pan, będę nurkował”, to on stanie przy tym kimś i będzie patrzył. Jeżeli tak nie można, a jesteśmy na basenie we dwójkę, to robi się to tak, że jeden nurkuje, a drugi płynie nad nim i patrzy na tego kogoś. Są oczywiście techniki, że można kamery zamontować pod wodą, bo nas ratowników interesują ludzie pod wodą, nie ci nad wodą, ci na powierzni to nie są nasi klienci. On się staje naszym klientem jak opada na dno. Kamery pod wodą pokazują ludzi, którzy nurkują i system kamer wzbudza się w momencie gdy człowiek się 15-20 sekund nie rusza, wtedy pika i pokazuje gdzie. To wystarczy.

 

T: Ciekawy jestem czy tu na basenie są?

 

P: Nie ma.

 

T: Nie ma w Polsce żadnego basenu, który by to posiadał?

 

P: To jest system, który trzeba założyć. 3 czy 4 lata temu była u nas firma, która zaproponowała założenie takiego systemu, to jest 150-160 tysięcy złotych, więc ratownicy są tańsi.

 

T: Akurat na tym basenie jest tak, że jest tych 3 ratowników, a osób tam naprawdę nie ma dużo.

 

P: Tutaj jest basen typowo pływacki, sportowy, tu jest dużo imprez, w związku z tym zupełnie inaczej nadzoruje się osoby uprawiające sport albo gdy są zajęcia, bo te osoby są w jakiś sposób nadzorowane przez instruktorów, gdy jest grupa, gdzie on patrzy, trenerów. Po drugie te osoby pływają. Był wypadek na Pomorzu, że w czasie treningu pływaczka zasłabła i zmarła, bywa, we wszystkim się może zdarzyć.

 

T: To raczej czynnik zdrowotny.

 

P: Tak, to był typowy czynnik zdrowotny. Ta praca jest zupełnie inna, natomiast zupełnie inną pracą jest jeżeli mamy basen, zdjąć wszystkie tory i zrobić tzw. pływanie zima w mieście, że puszczamy dzieci. Czasami na filmach widzimy w chińskich basenach z piłkami, wejdzie np. 200 osób do tego basenu, bo wejdzie, tak jak na basenach Legii czy Skry czy Gwardii w zamierzchłych czasach latem, to była głowa przy głowie, bogu dzięki basen na Skrze miał 1,35 m głębokości, więc niewiele osób mogło zanurkować. Przy basenie tak głębokim może być tak, że jedna osoba schodzi na dół, a reszta tego nawet nie zauważy.

 

T: Powiem ci, że dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałem.

 

P: A to dopiero początek.

 

T: Paweł, tutaj takie pytanie zadaję gościom, pewnie nie oglądałeś żadnego odcinka, bo cię trochę wyrwałem na szybko z ciężkiej pracy. Zadaję pytanie: jaka jest twoja recepta na ruch, myślę, że częściowo już zdążyłeś odpowiedzieć.

 

P: Jakoś tak się zawsze ruszałem chętnie. Nigdy nie uprawiałem nic wyczynowo, moja żona uprawiała i ona nie chce żeby dzieci uprawiały wyczynowo, bo według niej jak się nie jest w czubie Polski, to na zdrowie to nie wychodzi do końca. Sport zawsze był moim ruchem, czy to sport bardziej siłowy czy pływanie, czy kiedyś tam próbowałem biegać, ale jestem ciężki, więc ciężko.

Im byłem starszy to polubiłem pływanie i rower, w związku z tym pływałem, jeździłem na rowerze, zacząłem jeździć na rowerze do pracy. Bardzo fajnie mi się z tym żyło, natomiast po pewnym czasie do rodziny przyszedł pies, musiałem zacząć więcej spacerować, w związku z tym rower musiał odpaść. Pływam, na rowerze jeżdżę jak jest ciepło, chodzę na spacery z psem, tego ruchu może nie mam tyle, co byli sportowcy, bo oni mają w genach, że muszą, ale na pewno mam ruchu dużo więcej, niż przeciętny obywatel.

 

T: Jeszcze raz bardzo ci dziękuję, że przyszedłeś i było miło posłuchać. Myślę, że jeszcze mamy sporo czasu do sezonu, kiedy sezon się zaczyna?

 

P: W teorii to jest weekend majowy, to są pierwsze utonięcia. Na początku maja to jest sezon nawigacyjny, czyli wypływają łodzie, to jest żeglarze, motorowodniacy, trwa to do około 15 września, do końca września, to jest sezon nawigacyjny. Sezon kąpielowy według przepisów zaczyna się od 15 czerwca, a trwa do 30 września, nie wiemy dlaczego od 15 czerwca, ktoś tak w ustawie napisał i tak jest. Przed 15 czerwca nie można kąpielisk otworzyć, bo nie ma sezonu kąpielowego, ale niektórzy otwierają. To jest ten sezon, gdzie jest dużo ratowników, dużo potrzeba ratowników, bo ludzie chcą się wymoczyć i pobawić. My mamy pracę 2 stycznia, w zimę, wędkarzy Skry trzeba zdjąć.

 

T: Morsowania te wszystkie.

 

P: Morsowania też. Teraz też dużo morsów zabezpieczamy, ale tu też świadomość rośnie ludziom. Kiedyś ktoś myślał, że mors wejdzie i przepłynie sobie Wisłę w 15 minut. Wisła, 3 stopnie ciepła, to się wytrzymuje w niej około 3 minut i potem nie może niczym ruszyć. Jeżeli się morsuje, jeżeli się tego uczy i przyzwyczaja się organizm, to Wisłę naprawdę można przepłynąć – nie mówiłem tego, nie przepływajcie Wisły – ale morsy w Warszawie Wisłę raz w roku przepływają. Morsy z Krakowa też przyjeżdżają żeby przepłynąć, ale to jest z zabezpieczeniem, oni płyną w czapkach, mają specjalne skarpety, bo to jest 15 minut w bardzo zimnej wodzie.

To jest zabezpieczenie bardzo duże kajakowe i naszego specjalnego sprzętu motorowodnego bardzo blisko, bo mors w wodzie płynący nagle nam niknie, on nie zakrzyczy, jemu się wyłącza prąd i go nie ma. To jest zupełnie inny sposób ratowania, ale tak, są morsy, bawią się w to, podziwiam ich, nie rozumiem, ale podziwiam. Woda jest strasznie zimna, po saunie do takiej wody wejdę, ale tak sam z siebie niechętnie. Stoję wtedy, jak ich na początku zabezpieczałem, uczyliśmy ratowników jak to robić, to ja wtedy stałem w ciepłym kombinezonie, z bielizną termiczną, ze sprzętem który by ich w razie czego ratował, z płetwonurkiem, który koło nas był w razie czego, z łodzią ze specjalnym sprzętem, z systemem woda-lód na rzece i zabezpieczaliśmy.

Oni się fajnie bawią, to też jest sposób na życie, to jest bardzo fajne, bo oni przychodzą, cieszą się tym, wchodzą do wody, biegają, spotykają się, integrują, mają potem ognisko, żyją tym, a napewno ten ruch dla organizmu, kiedyś dr Hopfer powiedział 3x30x130 i jeżeli ktoś to robi, może tylko żeby te 130 nie było ze względu na stres, tylko na ruch, to bardzo fajnie, żeby cokolwiek się ruszyło. Tego jest coraz więcej, patrząc na chociażby jeziorko Czerniakowskie, rano przyjeżdżają, wchodzą, pływają i można.

 

T: Jeszcze raz dziękuję ci bardzo.

 

P: Dziękuję również, pokręciłem trochę.

 

T: Przypominam wszystkim słuchaczom, tym którzy oglądają – podcast pojawia się w każdą środę o godzinie 12:00. Zapraszam do słuchania, oglądania, cześć.

 

P: I pływania! Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *