Bas Pawełczak – kuglarstwo – artystyczna forma ruchu.

Bas Pawełczak – kuglarstwo – artystyczna forma ruchu.

Transkrypcja odcinka nr 98.

W tym odcinku z Basem Pawełczakiem rozmawiamy o kuglarstwie.

Bas Pawełczak to wielki pasjonat wszelkich sztuk kuglarskich, choć jego największą miłością jest monocykl, z którym przeżył niejedną przygodę. Informatyk, artysta sceniczny, publicysta i właściciel jednego z najbardziej znanych, polskich sklepów z asortymentem dla animatorów, kuglarzy i iluzjonistów – Kuglarstwo.pl. Prywatnie miłośnik podróży i wielbiciel doświadczania nowych, ekstremalnych aktywności.

Z Basem rozmawiamy między innymi o:

✅ jego doświadczeniu z różnymi formami kuglarstwa

✅ tym czym jest kuglarstwo

✅ rekwizytach jakich można użyć do robienia sztuczek

✅ tańcu, sztukach walki i niebezpiecznych rekwizytach

✅ tym jakie umiejętności rozwija ta forma ruchu

✅ trenowaniu mózgu za pomocą sztuczek kuglarskich

Treść całej rozmowy:

T – Tomasz Chomiuk

B – Bas Pawełczak

T: Cześć, witam was w kolejnym odcinku podcastu Recepta na Ruch. Dzisiaj moim gościem jest Bas Pawełczak, propagator kuglarstwa w Polsce.

 

B: Cześć, witam.

 

T: Powiedz kiedy kuglarstwo się zaczęło, kiedy zacząłeś propagować je w Polsce.

 

B: Moja historia zaczęła się około 20 lat temu, kawał czasu. Swoje początki miałem tak dawno, że nie pamiętam.

 

T: Od czego zacząłeś? Musisz chyba pamiętać co cię bardziej zainteresowało z kuglarstwa.

 

B: Pierwsza rzecz, to wciągnęła mnie żonglerka, możliwość podrzucania kilku przedmiotów na raz i opanowanie tego. Udało mi się to zrobić na tyle dobrze, że potrafiłem oglądać telewizor i jednocześnie żonglować. W ten sposób żonglowałem 3 elementami, nie wiedziałem co można zrobić dalej. Potem był taki okres, kiedy wciągnął mnie ogień, zafascynowała mnie żonglerka ogniem lub kręcenie ogniem, a potem ekwilibrystyka, czyli balans. Wkręciłem się w monocykl, czyli rower jednokołowy.

 

T: Osoby, które na youtube będą chciały zobaczyć podcast, to tam widać. Myślę, że większość z nas kojarzy motocykl.

 

B: Motocykl też i monocykl również.

 

T: O przepraszam, monocykl.

 

B: To jest bardzo często mylone, nawet nieświadomie. Autokorekta bardzo często poprawia, więc jak ktoś pisze w sprawie monocykla, to dostaję często wiadomości o motocyklu. Jeżdżę też na motorze, więc z tego też wychodzą śmieszne wydarzenia.

 

T: Pomaga też umiejętność utrzymania balansu na monocyklu, żeby jeździć motocyklem?

 

B: Tak, ogólnie kuglarstwo mi pomogło w zdaniu prawa jazdy na motocykl, potraktowałem to jako kolejne wyzwanie kuglarskie i nagle cała technika stała się prosta i wkręcająca.

 

T: Bas, a powiedz co możemy nazwać kuglarstwem.

 

B: To jest bardzo szerokie pojęcie, tak szerokie, że wchłania jeszcze różne dziedziny. Kuglarstwo to jojo, zaraz jojarze powiedzą, że nie, bo “to my jesteśmy, mamy na to swoje nazwy”. Kuglarstwem nazywamy wszystko co jest związane ze zręcznością. Podrzucanie, balans, występy artystyczne, nieprofesjonalne, profesjonalne, bardzo szeroko.

 

T: Czy to jest bardziej sztuka cyrkowa, sportowa, taniec czy wszystko razem?

 

B: Dokładnie tak jak powiedziałeś, to jest wszystko razem. Możemy bawić się, robić to samo jako artysta chcąc zadziwić innych albo jako sportowiec, te same dziedziny są sportowe i artystyczne. Możemy też robić tylko dla siebie, żeby pokonać swoje słabości, a może potrzebujemy samorozwoju albo po prostu rozrywki.

 

T: Jesteśmy w sklepie, który zajmuje się sprzedażą, pomaganiem ludziom którzy chcą się zająć kuglarstwem. Oferujecie różnego rodzaju przedmioty, gadżety, przybory do tego, żeby się zajmować kuglarstwem, czy to w formie sztuki, tańca, sportu, dowolnie. Co cieszy się największym zainteresowaniem i kto tutaj przychodzi?

 

B: Sklep, kuglarstwo to taki portal, który wciąga w to szerokie hobby. Przychodzą do nas ludzie bardzo zróżnicowani, pierwszą grupą, która się kojarzy to są młode osoby, które po prostu lubią zabawki. Są też osoby dorosłe, także biznes się pojawia, przydaje się kuglarstwo w biznesie, wśród managerów. Pojawiają się też osoby starsze, które chcą zadziwić swoje wnuki, więc mamy bardzo szerokie spektrum klientów, ludzi którzy do nas przychodzą, ludzi którzy nas odwiedzają.

 

T: Jest tutaj bardzo dużo gadżetów, trochę o nich opowiemy. Ja tutaj trafiłem bo w szkole u moich dzieci pojawiła się moda na kendamę i tak trafiłem. Później jeszcze raz byłem bo też szukałem gadżetu, którym będą mogli się bawić, zająć czymś innym, w inny sposób, zająć czas i żeby to było interesujące, żeby to była zabawa, a przy okazji trochę ruchu. Byłem też po jojo, akurat nie trafiłem bo chyba za trudne dla nich kupiłem. Są różne mody, co się cieszy największą popularnością? Czy to rzeczywiście jest tak, że przychodzi moda na coś, później mniej ludzi się tym interesuje, czy jak to wygląda?

 

B: To czym my się zajmujemy, to zbieramy takie rekwizyty, takie przedmioty, które nie są tzw. samograjami, czyli tutaj znajdziesz produkty czy przedmioty, które wymagają zaangażowania. Niektóre przedmioty cię łatwo wkręcą, a do niektórych musisz kilka razy podejść, aż ci się uda, tak jak z tym jojem co opowiadałeś. Możliwe, że wybrałeś takie dla bardziej zaawansowanych. Odnośnie tego, czy jest moda i przemija – na niektóre rekwizyty tak, pamiętamy fidget spinnery, to też rekwizyt trochę kuglarski, ale zbyt prosty żebyśmy nazwali go wyzwaniem. Wiemy, że moda na niego przeminęła, ale mamy też coś takiego jak diabolo, czyli dwie miski skręcone denkami do siebie…

 

T: Dla mnie to przypomina duże jojo.

 

B: To diabolo ma już ponad 4 tysiące lat, nie to że leży u nas tyle na półce i nikt nie chce kupić, ale to jest zabawka, która tak dawno temu została wymyślona i do tej pory cieszy się popularnością, raz większą a raz mniejszą.

 

T: Jak już jesteśmy przy diabolo, to co się robi z tym diabolo? Przypomina duże jojo, jakie sztuczki tam się robi?

 

B: Jojo i diabolo mają dużo wspólnego, bo w jojo jest tzw. klasa 4A, która określa, że to jest już diabolo. W wielkim skrócie, jeżeli wiecie co to jest jojo, to diabolo to jest jojo, które zerwało się ze sznurka. Na czym polega zabawa? Należy rozkręcić ten przedmiot diabolo do takiej prędkości aby mógł tańczyć na sznurku. Tańczyć, czyli utrzymać swój balans, równowagę, a my później tym sznurkiem przechylamy, robimy różne kształty, na końcu sznurka mamy dwa patyczki, które nam to ułatwiają. Mamy bardzo dużo możliwości, a jak się już tego nauczymy, to okazuje się, że wiemy bardzo niewiele, bo jest mnóstwo sztuczek wymyślonych i mamy to opisane na naszej stronie w dziale wiedza.

 

T: Odnośnie popularności, czy jesteś w stanie powiedzieć czy jest jakaś największa społeczność, która społeczność jest największa związana z konkretnym przyborem?

 

B: To jest o tyle trudne do opowiedzenia, bo tak jak mówiliśmy o diabolo i jojo, że to jest część wspólna, więc trzeba o tym porozmawiać gdzie jest granica. Jak mówiliśmy o tym, że ktoś jest artystą a sportowcem – gdzie tu jest granica? Ja bym to rozgraniczał w ten sposób, że jest część osób zainteresowana kręceniem np. kręceniem ogniem, albo kręceniem wstążkami, część osób zainteresowana podrzucaniem, część osób zainteresowana balansem albo sztuczkami magicznymi. Raczej w ten sposób bym rozróżniał, jeżeli takie kryterium byśmy przyjęli, to wydaje mi się, że w roku 2022 popularność ma ogień i kręcenie.

 

T: Kręcenie ogniem, czy kręcenie ogólnie?

 

B: Kręcenie ogólnie, a kręcenie ogniem najbardziej.

 

T: Okej. Kojarzę sobie kuglarstwo też ze sztuką cyrkową.

 

B: Bardzo dobre skojarzenie.

 

T: To nie tylko tam możemy spotkać osoby, które się tym zajmują.

 

B: Nominalnie ile osób zajmuje się cyrkiem i występuje pod namiotem, to jest wąska grupa. To jest taki skrawek ludzi, którzy interesują się kuglarstwem. Na naszym forum jest zarejestrowanych około 10 tysięcy osób, to są zwykłe osoby. Pewnie wiele z tych osób podrzuca piłeczki w domu i ma z tego satysfakcję, a może się uczą szybko czytać, albo obcego języka i potrzebują wsparcia, a może chcą się pochwalić przed znajomymi, a może po prostu spędzić dobrze czas.

 

T: Każdy może w zaciszu swojego domu czy podwórka różnymi sztuczkami się zajmować, bo w cyrku spotkamy żonglerkę, może hula hop i inne przybory, ale tam kojarzę, że zobaczymy tam osoby, które zajmują się tym profesjonalnie. Gdzie jeszcze możemy spotkać osoby, które się tym zajmują profesjonalnie? Są imprezy, festiwale, gdzie takie sztuczki są pokazywane?

 

B: Teraz pytanie co to znaczy profesjonalnie – wtedy kiedy zarabiamy za to pieniądze, to takie osoby możemy spotkać oczywiście też na ulicach miast, na rynkach, a jeśli chodzi o imprezy, to jest olbrzymi, szeroki temat. Imprez jest naprawdę sporo, to znaczy, że w okresie wakacyjnym można nie wracać do domu, tylko jeździć od imprezy do imprezy cyrkowej i wiele osób tak robi. Jesteśmy pomiędzy jedną a drugą, najpopularniejsze są zloty i festiwale.

Festiwale to są takie spotkania, gdzie bardziej oglądamy profesjonalistów, czyli tych których zaproszono i im za to zapłacono. Zloty to są miejsca, gdzie możemy spotkać innych fanatyków, fascynatów amatorów, pasjonatów. Są też hybrydy, gdzie można zobaczyć jedno i drugie, to jest w większości taki rodzaj imprezy. Wszystkie imprezy nazywają się festiwalami.

T: Wiem, że uczyć się tego można w nieskończoność, w zależności od tego jaki przyrząd wybierzemy, ale które są według ciebie najtrudniejsze?

 

B: Najtrudniejsze byłyby pewnie rekwizyty, które wymagają dodatkowych umiejętności, czyli podwieszane rzeczy albo które wymagają umiejętności balansu, ale wracając na ziemię i do takich podstawowych, to mój wybór by padł na monocykl, rowerek jednokołowy. On ma wysoki próg wejścia, to znaczy, że jak zobaczę taki rowerek, to mówię “o, jest rowerek, zobaczę czy mógłbym spróbować”, bardzo często to słyszę. Ludzie chcą spróbować, mają dobry pomysł, siadają, naciskają na pedał i nic, wywracają się, bo okazuje się, że to działa troszeczkę inaczej, trzeba mieć trochę wiedzy i wiele prób, żeby to się udało, a panom, szczególnie panom jest trudno, bo jest zagięte siodełko i to zagięcie wypada niefortunnie w takich miejscach, które są dla nas krytyczne.

 

T: Żeby na monocyklu się nauczyć, to trzeba najpierw na nim spróbować nie jechać, tylko złapać balans, tak? Łatwiej jest kręcąc złapać balans?

 

B: Monocykl to jest moje oczko, moja połówka, więc bardzo dużo serca włożyłem w naukę i nauczanie innych. Z takich szybkich, krótkich rad – pierwszy kontakt z monocyklem to jest włożenie siodełka między nogi i ustanie w miejscu. Następnie położenie nogi na pedale, który jest bliżej nas i to jest ważne, bo normalnie na rower stawiamy nogę na pedał, który jest dalej, oddalony od nas, żeby pojechać do przodu, a żeby wsiąść na monocykl, trzeba teoretycznie wykonać czynności do jechania w tył. Samo postawienie nogi i stanie w takiej pozycji jest już wyzwaniem, balansem, po kilku minutach już się z tym oswajamy i dodajemy następne kroki, coraz bardziej na niego wchodzimy.

Uczę metodą impulsów, że pół sekundy wchodzę i pół sekundy schodzę z niego, czyli daję troszeczkę energii i odpuszczam, żeby się za bardzo nie spinać, bo na początku nie wiemy jakich mięśni używać, więc pewnie użyjemy wszystkich, jakie posiadamy. Można się szybko zmęczyć, a przy nieudanej próbie nawet zniechęcić, bo potrafi taki monocykl kopnąć mocno w piszczel.

 

T: Tak, rama jest dość twarda, więc łatwo. Gdzie uczysz i gdzie można uczyć się kuglarstwa?

 

B: Nie ma takiej wielkiej struktury, nie ma szkoły kuglarstwa kogoś tam. To jest zdecentralizowane, więc szukamy pod hasłem kuglarstwo i dodajemy do tego jeszcze czego byśmy się chcieli nauczyć. Ja osobiście uczę w Warszawie i czasami pojawiam się na spotkaniach na Polu Mokotowskim, tam lubię pracować. Mamy w siedzibie firmy takie spotkania, a w samej Warszawie jest jeszcze kilka innych organizacji, które pomagają w nauce, ale to zależy czego chcemy się uczyć, czy rzeczy aerialowych w powietrzu, gimnastycznych, żonglerki czy jeszcze czegoś innego, a może klaunady, pantomimy.

 

T: Jest tego sporo. Opowiedzmy o kilku takich umiejętnościach czy o tym, czego możemy się nauczyć dzięki korzystaniu z przyborów. Powiedziałeś o balansie, pomaga w nauce, co tobie daje trenowanie kuglarstwa czy zajmowanie się kuglarstwem? Co daje innym?

 

B: Dla mnie to już jest moje życie, więc to jest częścią mojego DNA. Pamiętam, że na początku dawało mi olbrzymią satysfakcję, relaks, zrobienie po pierwsze czegoś niesamowitego, przełamanie bariery rzeczy niemożliwych, czyli mówię “to jest niemożliwe”, a 5 minut później to robię i mówię “nie, niemożliwe jest” i wymyślam coś nowego, za chwilę znowu to robię. Dużo atutów i satysfakcji przynoszą, po pewnym czasie kuglarzenia, po iluś latach, zobaczyłem że świetnie to się wpisuje w rytm pracy. Jeśli pracuję umysłowo albo fizycznie, to sobie robię przerwy i w zależności jaki rodzaj pracy mnie zmęczył, to takim kuglarstwem sobie uzupełniam. Czasami żongluję, jak żongluję to wpływa to bardziej na fizyczność czy umysłowość, jak myślisz?

 

T: Myślę, że na jedno i drugie musi wpływać. Rozumiem, że to daje możliwość urozmaicenia sobie w zależności od tego, czego bardziej potrzebujesz, czy odpoczynku umysłowego czy fizycznego i odwrotnie.

 

B: Tak. Przeszedłem w ten sposób studia, że dużo żonglowałem, łatwo się stresowałem na egzaminach i to była olbrzymia przeszkoda w zdawaniu jakiś przedmiotów, odkąd odkryłem, że żonglerka mnie relaksuje i mam taki trik, który mnie bardzo uspokaja – żongluję ze skrzyżowanymi rękoma, na zmianę jedna na górze, druga na górze, taki miszmasz robię piłkami – jak to odkryłem, to zacząłem to robić przed egzaminami, to mnie bardzo uspokaja. Były takie sytuacje, że wchodziłem na egzamin ustny i pytałem, czy mogę jeszcze minutę pożonglować, bo jestem bardzo zdenerwowany, zestresowany. Wiele razy spotykałem się z tym, że z aprobatą, że oczywiście mogę.

 

T: Przy okazji ktoś mógł pooglądać jak to robisz.

 

B: Niekoniecznie robiłem to przed komisją, czy jak broniłem pracy dyplomowej…

 

T: Przy pracy tak, ale przed egzaminami, to myślę że nikt nie miałby nic przeciwko, żeby sobie jeszcze pooglądać.

 

B: To było też wkręcające, że po kilku latach studiów już koledzy z klasy też żonglowali, więc to było przyjemne.

 

T: Zaraziłeś trochę niektóre osoby.

 

B: Lepsze od żonglowania samemu jest żonglowanie w grupie i wtedy można robić jeszcze więcej różnych ciekawych schematów, sztuczek, wymieniać się, podawać, to jest naprawdę wciągające.

 

T: Czy są jakieś zawody, które oceniają te umiejętności w różnych sztukach kuglarskich?

 

B: Tak, oczywiście są różne zawody, w różnych sztukach są różne zawody.

 

T: W kendamie na pewno, przez to że dzieci się tym zajmowały i oglądaliśmy różne filmiki, są mistrzostwa świata, w Japonii to jest bardzo popularna zabawka, a dla niektórych to jest tak samo życie.

 

B: Dla tych co robią to profesjonalnie, to jest narzędzie pracy. Są zawody w kendamie, jojo, mistrzostwa świata w jeździe na monocyklu, mistrzostwa się odbywają 2-3 tygodnie. Dyscyplin w jednym kole jest niezliczona ilość, bo są wyścigi, na różne sposoby, na jednej nodze, bez pedałowania, do przodu, do tyłu, szybki zjazd z góry, w trudnym terenie, podjazd pod górę, pokonywanie przeszkód, robienie sztuczek na skateparku. Są też zawody drużynowe, gdzie gramy w piłkę ręczną, zapasy, tańczymy, tainec na monocyklu to tak jak taniec na lodzie, to też jest taniec indywidualny, grupowy, jest całe mnóstwo, a dopiero teraz mówię o jednym rekwizycie, monocykl. Idąc dalej, w żonglowaniu też są mistrzostwa świata, jeśli chodzi o żonglerkę sportową, to też jest taki rodzaj żonglowania. Jest promowane coraz mocniej, zobaczymy, na razie w Polsce to sportowy aspekt mają walki żonglerów. Zasada jest taka, że trzeba żonglować 3 maczugami i wytrącić maczugę przeciwnikowi.

 

T: W Polsce są takie zawody?

 

B: W Polsce są zawody, ale one są w klasyfikacji europejskiej, to znaczy, że można sprawdzić swoje wyniki w tabeli wśród innych żonglerów całej Europy.

 

T: Gdzie jeszcze można spotkać zawody kuglarzy? Widziałeś zawody w kendamie w Polsce?

 

B: Tak, byłem na mistrzostwach Europy, które odbywały się w Polsce, w Lublinie. Jednocześnie wtedy w Lublinie odbywały się mistrzostwa Europy w monocyklu. Jeśli chodzi o żonglerkę, to głównie na festiwalach, z resztą takie momenty, gdzie zjeżdżają się miłośnicy, to już jest zlot jak mówiliśmy wcześniej, albo festiwal, więc naturalnie jak są zawody, to jest zlot.

 

T: Trochę rozmawialiśmy przed nagraniem, jest też trochę gadżetów, które wywodzą się ze sztuk walki, albo nawet sporo jest takich gadżetów. Które to są przyrządy?

 

B: Trochę żartowałem, że wszystko może mieć historię militarną, bo weźmy taką piłkę, czyż to nie był wcześniej kamień? Albo maczuga, z czym nam się kojarzy? Niektórym z kręglami, a innym z narzędziem do polowania na mamuty. Diabolo, o którym troszeczkę rozmawialiśmy było kiedyś pociskiem, który można było ręcznie miotać na duże odległości lub na dużą wysokość. Można było też podpalić ten pocisk, kiedyś to była maszyna oblężnicza, a teraz to samo diabolo jest świetną zabawką.

 

T: Ale też są ostre narzędzia, którymi można żonglować.

 

B: Oczywiście, mamy coś takiego jak maczety czy noże, może kije. Jak patrzę na kije, to one nie są ostre, ale też są symbolem włóczni, czyli jak sobie wyobrażamy mnicha z Shaolin, który machał włócznią, to mamy też takie rekwizyty. Nie mówię, że mamy włócznie, ale mamy kij, którym też można pomachać, pokręcić, podrzucać i udawać, że walczymy z wirtualnym przeciwnikiem.

 

T: Ostre narzędzia. Ogień, co można podpalić, żeby żonglować czy żeby zrobić z tego pokaz?

 

B: Kuglarze mają olbrzymią wyobraźnię, coraz więcej pojawia się rekwizytów, które można podpalić.

 

T: Frisbee można podpalić.

 

B: Tak, mamy też taki rekwizyt jak podpalane frisbee, to jest bardziej piknikowe, bo nie potrzeba olbrzymich umiejętności, troszeczkę adrenaliny i odwagi, żeby odważyć się wyciągnąć rękę po kulę ognia, która leci w twoim kierunku. Z rekwizytów, które są w naszej ofercie, o których mogę na pewno opowiedzieć, to są kije, które można podpalić z dwóch stron – mają dwa końce i z obu stron się je podpala, albo taka rzecz jak poi, czyli dwie kulki zawieszone na sznurku, tak w skrócie bym powiedział, w wersji podpalanej jest na łańcuszku.

Są też maczugi, maczugi do żonglowania też można podpalić, są wtedy w wersji specjalnej z założonym kevlarem na nie, to znaczy że to co podpalamy, to ma na sobie specjalny materiał, który jest odporny na wysokie temperatury, bo inaczej byśmy podpalili i spalili rekwizyt. Zabezpieczamy się przed tym, rekwizyty są obłożone materiałem, można je podpalać, gasić, popalić ponownie i tak 100-200 razy jak dbamy o sprzęt, to można powiedzieć, że w nieskończoność.

 

T: Widziałem też taki rekwizyt, który się nazywa smoczy ogon, jak przygotowywałem się do nagrania, to natrafiłem na filmik, gdzie pani tańczyła i posługiwała się tym przyrządem, to wszystko super było skomponowane z muzyką, świetnie to wyglądało.

 

B: Smoczy ogon to jest kula ognista na sznurku czy na łańcuchu, z czym to może się kojarzyć? Skojarzenie Shaolin byłoby najbliższe, przynajmniej ja mam takie.

 

T: Były podobne ruchy jakbym to kojarzył ze sztuką walki, trochę tańca, trochę sztuki walki i jeszcze trochę opanowania tego podpalonego przyrządu.

 

B: Dochodzimy do esencji, gdzie sztuka walki, sport i artyzm się mieszają, łączą i mieszają. Tak jak widziałeś na filmiku, to było miksem, który miał być dobry do odbioru.

 

T: Tak, naprawdę to wyglądało fascynująco. Jeszcze o kilku przyborach chciałbym z tobą porozmawiać, żeby o nich opowiedzieć. Słuchający podcastu tego nie zobaczą, także tutaj sztuka żeby o tym opowiedzieć. Są kije kwiatowe, dobrze mówię?

 

B: Bardzo dobrze. Dla tych co oglądają, to też możemy nie pokazać, żeby mieli tak samo trudno. Kij kwiatowy to kijek, który ma na końcach płatki. Te płatki mają zadanie, żeby przy rotacji, przy obrocie kija one się otwierają i są śmigiełkami, spowalniają jego ruchy. Aby z niego korzystać potrzebujemy dwa oddzielne kijki. Zasada polega na tym, że nie dotykamy go w rękę, tylko przerzucamy z jednego kijka do drugiego, czyli w każdym ręku mamy po jednym kijku i trzeci jest kwiatowym, który przerzucamy pomiędzy pozostałymi. Można robić mnóstwo ewolucji, wygląda to jak już ktoś opanuje, to wygląda to jakby ten kijek lewitował, był na magnesach, bo on przykleja się do tych kijków i wydaje się, że grawitacja za bardzo nie działa albo nie działa tak, jak my byśmy sądzili. To jest całe piękno w kijku kwiatowym.

 

T: My wiemy czym jest kendama, ale nie każdy wie co to jest kendama. Jakbyś mógł opowiedzieć o tym rekwizycie?

 

B: Najprościej bym powiedział, że to jest kulka zawieszona na sznurku, przyczepiona sznurkiem do młotka.

 

T: Wygląda trochę jak młotek, rzeczywiście.

 

B: Troszkę tak. Była też wersja wcześniejsza w Polsce znana, nie wiem czy tak popularna, ale ja kojarzę taką wcześniejszą wersję, gdzie była kulka przyczepiona do kieliszka. Kulka i kieliszek, zasada była taka, żeby tak podrzucić kulkę, żeby wpadła do kieliszka, nie dotykając kulki, tylko trzymając za kieliszek. Kendama ma podobną zasadę, czyli młotek, jeżeli sobie wyobrazimy młotek, to ile on ma końców?

 

T: Normalnie zazwyczaj ma dwa końce, są różne młotki, ale dwa końce.

 

B: Ma symetryczne dwa końce, ale trzonek też ma dwa końce, więc w sumie ma 4 końce. W kendamie czwarty koniec, jeżeli trzonek przebija warstwę metalu, czyli docelowy młotek, to ta część w kendamie to jest kolec. Jest rzeczywiście takim bolcem zaostrzonym, trochę bardziej zaostrzonym niż pozostałe końce. Kulka ma otwór, jednym z wielu trików, często kończy się triki, sekwencje trików na kendamie tym, że podrzucamy kulkę i wbijamy kolec w otwór, który jest w kulce, co nie jest proste, bo ten otwór się rotuje razem z kulką, to jest ładne, efektowne zakończenie.

 

T: Dość trudne. Tam można robić masę różnych sztuczek, też próbowałem. Najprostsze mi się udawały, kulkę można też złapać w wyżłobienie tego młotka, na trzech częściach tego młotka. Dół trzonka jest trochę wyżłobiony, tam też kulkę można złapać. Tak jak wyobrażamy sobie młotek, jest ten metalowy element, też są wyżłobienia i można na te dwa końce kulkę złapać plus szpikulec, na który można kulkę nadziać. Możliwości w różnych ewolucjach jest bardzo dużo, poza tym niektórzy potrafią wszystko podrzucać do góry i nad tym wszystkim panować.

 

B: To jest niesamowite jak opisujemy kendamę. Ja tak podejrzewam, że większość słuchaczy pewnie wie doskonale jak wygląda kendama i teraz śmieje się z nas jak próbujemy to opisać, jaki szpikulec, jaki młotek, żeliwo, żelazo, o czym oni rozmawiają. Mam nadzieję, że jeśli ktoś ze słuchaczy nie ma pojęcia jak wygląda kendama, to jest trochę bardziej przybliżone.

 

T: Myślę, że dużo prościej jest wygooglać.

 

B: Podpowiem, że tam nie ma nic metalowego, wszystko jest drewniane, kulka i cały młotek jest drewniany.

 

T: Oprócz sznurka.

 

B: Oprócz sznurka, dobra, jak mamy być tak dokładni, to czasami w kulce jest schowane łożysko, wtedy łatwiej robić niektóre triki, ale tu wchodzimy w sekcję podrasowywania swojego sprzętu.

 

T: Rozumiem, że można sobie wybrać przyrząd, wiadomo że nauka wymaga treningu i niektóre wymagają trochę dłuższego czasu do tego, żeby się nauczyć, chociażby na monocyklu, to nie jest tak prosto. Z prostym jojo – nie takim trudnym jak ja kupiłem, bo niektóre jeszcze się obracają, oprócz tego że jest sznurek – na takim zwykłym jojo da się dosyć szybko, przynajmniej te podstawowe elementy poznać i się ich nauczyć. Niektóre gadżety, przybory wymagają dużej ilości czasu, żeby osiągnąć jakiś poziom. Który z przyrządów byłby dla każdego?

 

B: To nie do końca jest tak, że dla każdego. Każdy ma inne preferencje, niektórzy wolą ruch, taniec, to dla tych pewnie bym bardziej sugerował poiki, czyli te kulki, wstążki zawieszone na sznurku czy lewitujący kijek levistick, bo tam możemy się wykazać ruchem. Niektórzy wolą skupienie, balans, to pewnie bym polecał taśmy do chodzenia tzw. slackline.

 

T: Mieliśmy podcast o slackline, na Polu Mokotowskim próbowaliśmy, nagrywaliśmy.

 

B: To ma dosyć niski próg wejścia, łatwo się nauczyć, szczególnie jak zrozumiemy gdzie jest nasz środek ciężkości. Dla słuchaczy dam jedno zdanie mówiące jak chodzić na slacku – ciężar ciała na tylnej pięcie. Jeżeli to zapamiętamy, to już jest zdecydowanie prościej. Z prostych rekwizytów na pewno jest diabolo, o którym mówiliśmy i flowerstick, czyli kijek kwiatowy, tutaj troszkę bardziej stoimy w miejscu, a rekwizyt wokół nas wiruje. Łatwo zacząć, to znaczy że kijek kwiatowy trzymamy na patykach i go rolujemy, a później lekko podrzucamy i udajemy, że robimy naleśniki.

W diabolo machamy sznurkiem, machamy tymi kijkami kontrolującymi i sprawdzamy czy się diabolo rozkręci. Jeszcze teraz jest takie ułatwienie, bo nowe diabola mają specjalne łożyska, które za nas wykonują większość roboty, więc to jest ułatwienie. Ze swojej strony na pewno zachęcam do podjęcia próby żonglowania, bo to jest najbardziej wkręcająca dziedzina w kuglarstwie. Jest próg wejściowy trochę wyższy, to znaczy że jeżeli myślimy, że od razu zaczniemy żonglować 5 piłkami, to nie.

 

T: Trzema jest jeszcze wykonalne.

 

B: Tak, ale to nie jest tak, że weźmiesz te piłki i od razu zaczniesz nimi żonglować. Pewnie wyrzucisz wszystkie, ale nie wszystkie już złapiesz, jednak to jest duży krok do przodu. Jeżeli potrafimy sobie wyobrazić, że żonglujemy najpierw jedną, później dwiema piłkami, to następnym krokiem jest wyobrażenie sobie trzeciej, nie mając jej w ręku, to jest duży krok do przodu. Dla wszystkich, którzy twierdzą, że mają dwie lewe ręce, nie urodzili się w cyrku i nigdy nie będą tego robić, nigdy im to nie wyjdzie, to mogę polecić chusty do żonglowania. Okazuje się, że chusta opada na tyle wolno, że wyrzucenie nawet tych trzech od razu daje nam duże szanse, że je złapiemy.

 

T: Czyli możemy zacząć od chust, później je bardziej obciążać i w końcu wziąć coś, co spada szybciej.

 

B: I tak jest z reguły, że nauka odbywa się na chustach, później się przechodzi na piłeczki, a potem na maczugi, które już są kształtem, który przygotowuje nas do łapania maczet lub innych pochodni.

 

T: Bas, wiem że tutaj na pewno nie opowiemy o wszystkich przyborach, i tak powiedzieliśmy o tych najważniejszych, chyba że coś pominęliśmy, o czym by było warto wspomnieć?

 

B: To zależy kto nas słucha, bo jeżeli najmłodsi, to pewnie chętnie by się dowiedzieli, że tutaj jest coś takiego jak talerzyk cyrkowy, który rozkręcamy na patyku i na tym talerzyku można robić bardzo dużo różnych sztuczek, nawet można żonglować tymi talerzykami. Jeżeli chodzi o starszych, to pewnie coś więcej można by powiedzieć o ogniu. Wspomniałeś też o hula hopach, sam powiedziałeś, temat jest bardzo szeroki i rekwizytów jest mnóstwo, więc samo wymienienie wszystkich by zajęło wiele czasu.

 

T: Tak jak powiedziałeś, o samym monocyklu można opowiadać dość długo, być może

nagramy jeszcze jakiś odcinek w przyszłości skupiając się na jednym z tych przyborów, bo trudno by było o wszystkim zaraz opowiedzieć.

 

B: Jak masz informację zwrotną od swoich słuchaczy, to niech wypowiedzą się co by chcieli usłyszeć.

 

T: Zachęcamy do komentowania i jeśli zainteresował was któryś z tych przyrządów, które są tutaj spotykane, to może spotkamy się jeszcze raz i opowiemy szerzej na ten temat.

 

B: Bardzo chętnie poopowiadam.

 

T: Bas, dziękuję ci bardzo, myślę, że to jest fajna recepta, żeby i dzieci i osoby starsze mogły skorzystać na tym ruchu, który wymaga koordynacji, balansu, trenuje też nasz umysł bo nie tylko ciało, także bardzo dużo można dla siebie z tego wszystkiego wynieść.

 

B: Dobrze powiedziałeś, że trenuje umysł, jak ktoś zaczyna się bawić w żonglerkę, to w pewnym momencie odkrywa, że “ojejku, to się dzieje w mojej głowie” – większość rzeczy dzieje się w naszej głowie. Można rozwiązywać krzyżówki, a można się pobawić w kuglarstwo, polecam bardzo.

 

T: Polecamy, dzięki. Przypominam, podcast jest co środę o godzinie 12:00. Przypominam, że na stronie receptanaruch.pl możecie się zapisać do newslettera, wtedy będziecie na bieżąco, będziecie wiedzieli jakie tematy pojawiają się co tydzień w podcaście. Dzięki i do zobaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *