Dr Urszula Zdanowicz – co w kolanie piszczy.

Dr Urszula Zdanowicz – co w kolanie piszczy.

W tym odcinku wspólnie z dr Urszulą Zdanowicz rozmawiamy o stawach kolanowych 🦵 i patologiach z nimi związanych.

Dr Urszula Zdanowicz – ortopeda i traumatolog sportowy. Specjalizuje się w chirurgii rekonstrukcyjnej i artroskopowej kończyny dolnej, ze szczególnym uwzględnieniem stawu kolanowego i skokowego. Kierownik Naukowy w Carolina Medical Center. Członek faculty naukowego McGowan Institute for Regenerative Medicine Uniwersytetu w Pittsburgu. Autor i współautor wielu publikacji naukowych i rozdziałów w książkach. Członek Komitetu Naukowego ISAKOS (International Society of Arthroscopy, Knee Surgery and Orthopaedic Sports Medicine). Członek Komitetu Badawczego ESSKA (European Society of Sports Traumatology, knee Surgery and Arthroscopy). Od ponad 20 lat związana z opieką medyczną nad sportem wyczynowym – współpracowała  min.  z Polskim Komitetem Olimpijskim, Polskim Związkiem Piłki Nożnej, Polskim Związkiem Pływackim i Teatrem Wielkim Operą Narodową.

Z Ulą rozmawiamy między innymi o:

✅ patologiach stawu kolanowego

✅ uszkodzeniach łąkotek i sposobach ich leczenia

✅ medycynie regeneracyjnej

✅ stawie rzepkowo-udowym i jego leczeniu

✅ chrząstce stawowej i chondromalacji

✅ suplementacji w chorobach stawu kolanowego

✅ protezoplastyce i nowoczesnych metodach leczniczych

✅ wpływie ruchu na układ mięśniowo-szkieletowy

✅ jej recepcie na ruch

 

Treść całej rozmowy:

T – Tomasz Chomiuk

U – Urszula Zdanowicz

 

T: Cześć, witam was w kolejnym odcinku podcastu Recepta na Ruch. Dzisiaj moim gościem jest dr Urszula Zdanowicz.

 

U: Dzień dobry.

 

T: Lekarz ortopeda, traumatolog, kierownik naukowy w Carolina Medical Center, a jeszcze do tego pracujesz w uczelni w Pittsburghu, gdzie zajmujesz się badaniami naukowymi.

 

U: Na uniwersytecie w Pittsburghu mam zaszczyt być członkiem Faculty naukowego McGowan Institute for regenerative medicine, prowadzimy pracę nad regeneracją ścięgien.

 

T: O tym też możemy porozmawiać w dalszej części.

 

U: Nie wiem czy tyle czasu będzie.

 

T: To może zostawimy na inny odcinek. Dzisiaj tematem są kolana. Z jakimi problemami najczęściej się spotykasz u swoich pacjentów, jeśli chodzi o stawy kolanowe?

 

U: Stawy kolanowe to jest najczęstsza przyczyna zgłaszania się do lekarza. Jak kogoś bolą kolana, to trudno to zignorować, bo człowiek musi chodzić, więc ludzie szybciej reagują niż jak ich bolą inne części ciała. Jest cały wachlarz problemów, od problemów ze stawem rzepkowo-udowym, z łąkotkami, z więzadłami, chrząstką, z różnego rodzaju złamaniami, więc możesz wybrać co chcesz i będziemy o tym rozmawiać 2 dni.

 

T: Jakie patologie najczęściej występują?

 

U: Trochę to zależy od grupy wiekowej. Leczę dzieci i dorosłych, myślę, że jedną z najczęstszych przyczyn zgłaszania się do lekarza to są uszkodzenia łąkotek i uszkodzenia więzadeł.

 

T: To jest bardziej urazowe.

 

U: Tak, chociaż nie do końca, dlatego że łąkotka może pęknąć w okolicznościach wydawałoby się mało traumatycznych, czyli ktoś powie “schyliłem się po klucze, kucnąłem, coś chciałem podnieść z podłogi i coś trzasnęło”. Bardzo często jest tak, że łąkotka choruje, a my o tym nie wiemy, ona się zmienia degeneracyjnie. Można powiedzieć, że niby jest, ale jest trochę jak spróchniałe drewno i niewiele trzeba i ona pęka. Często taką okolicznością jest głębokie zgięcie kolana, czyli czasami ludzie przychodzą po jodze, gdzie musieli klęczeć z siadem na piętach i wtedy coś się zaczęło dziać albo nagle, albo mówią “to jest pozycja, w której nie jest dobrze, coś mnie boli, puchnie mi potem kolano”, wtedy należy myśleć, że być może sprawa dotyczy łąkotki.

 

T: Jeśli chodzi o patologie stawu kolanowego, to mamy ciekawe nazewnictwo. Mamy kolano skoczka, kolano biegacza, kolano kinomana, jest tego sporo. To trochę tak jak z tym, gdzie poszła pani do ortopedy i ortopeda jej mówi, że ma łokieć tenisisty, kolano biegacza. Wychodzi od ortopedy i ktoś się jej pyta “co ci lekarz powiedział?” “że jestem wysportowana”. Nazewnictwo jest różne, ono wiadomo, nie dotyczy tylko sportowców.

 

U: Ono nie dotyczy tylko sportowców i ono nie jest rozpoznaniem medycznym, tylko trochę takim uproszczeniem, kolokwializmem. Te nazwy często się biorą stąd w jakich okolicznościach pojawiają się dolegliwości. Kolano kinomana, to jest kolano, które zaczyna boleć kiedy ktoś długo siedzi, bo taką okolicznością jest pójście do kina, 2-3 godziny siedzimy. Kolano skoczka, wtedy kiedy skaczemy i lądujemy, wtedy to zaczyna boleć. Te nazwy się biorą stąd, natomiast nie zawsze pod taką nazwą kryje się jedna patologia.

Bardzo często jest tak, że ktoś może mieć ból jak skacze, bo ma chory staw rzepkowo-udowy i ma chorą chrząstkę, a może ma entezopatie, czyli choroby przyczepu więzadła rzepki, a może jeżeli to jest nastolatek, to jest choroba Osgood-Schlattera albo choroba Sinding-Larsen-Johansson. W ortopedii jest dużo samców alfa i oni wszyscy swoje nazwiska do chorób wkładają, więc w chorobie Sinding-Larsen-Johansson mamy trzech facetów i trzy nazwiska.

To wszystko to jest grupa chorób przeciążeniowych, wynikających z przeciążenia, ale to nie znaczy, że tylko w tych okolicznościach ktoś będzie miał dolegliwości. Pacjenci mogą powiedzieć, że boli ich przy zwykłym chodzeniu, więc ostrożnie bym używała tych nazw, powiedziałabym że to jest bardziej hasłowe, a potem powinno się zbadać pacjenta, zrobić diagnostykę i zobaczyć co tak naprawdę powoduje ból. To z powodu bólu najczęściej pacjent się zgłasza do lekarza.

 

T: Są problemy albo wynikające z urazu albo przeciążeniowe sprawy zazwyczaj. Nie wiem jaka jest kolejność, ale zacznijmy może od łąkotek – czym one są, jaką pełnią funkcję w stawie?

 

U: Łąkotki są absolutnie najważniejszą strukturą, która jest w kolanie. Można powiedzieć, że to są amortyzatory. Czynniki ryzyka rozwoju przedwczesnych zmian zwyrodnieniowych, mamy łąkotki, potem długo nic, długo nic, długo nic i dopiero potem się pojawiają inne patologie, złamania przezstawowe, uszkodzenia więzadeł, uszkodzenia więzadła krzyżowego przedniego, wszystkie inne rzeczy są potem. Od tego jaki mamy amortyzator w kolanie zależy przyszłość naszego kolana, trochę jak w samochodzie.

Łąkotki przynoszą olbrzymie obciążenie, one potrafią znieść i pół tony, które przechodzi przez nasze kolano. Gdy zeskakujemy z 20-30 cm stopnia, to jest taki moment, kiedy siła reakcji podłoża będzie 3-4 krotną wagą naszego ciała, to są olbrzymie obciążenia i łąkotki potrafią wytrzymać bardzo wiele. Jak zaczynają chorować, to jest to początek końca, dlatego tak ważna jest świadomość, że łąkotki są, że mogą się uszkodzić i że im wcześniej je leczymy, tym lepiej. Nie zawsze ból jest wyznacznikiem, dlatego że sama łąkotka nie ma unerwienia bólowego.

Czasami jest taka sytuacja, że przychodzi pacjent, ma objawy łąkotkowe, mówię że jest uszkodzona łąkotka, robimy rezonans magnetyczny, potwierdzamy to i ja proponuję leczenie operacyjne. Nikt nie lubi się operować i to jest słuszna obawa, w związku z czym pacjent zaczyna brać leki przeciwzapalne, schłodzi, fizykoterapię zrobi. Co by nie zrobił, prędzej czy później ten ból ustąpi, co nie ma nic wspólnego z tym, że choroba ustąpiła. Potem przez lata może być tak, że jest w miarę, aż kolano się zupełnie zniszczy i znowu zaczynają się pojawiać dolegliwości bólowe wynikające ze zniszczenia stawu, tylko że wtedy nie mamy co ratować, wtedy mamy kolano z artrozą.

Jeżeli kolano zaczyna boleć, jeżeli puchnie po wysiłku, coś klika, przeskakuje w stawie, jeżeli ten ból jest dokładnie tutaj, w rzucie szpary stawowej, po stronie wewnętrznej, gdzie jest łąkotka przyśrodkowa albo po stronie zewnętrznej, gdzie jest łąkotka boczna, naprawdę nie brać leków, pójść do lekarza, zdiagnozować się i zacząć się leczyć. To trochę tak jak w samochodzie, jak nam się psuje amortyzator, to im szybciej pójdziemy do mechanika, tym lepiej dla auta.

 

T: Tak, nie podgłaśniamy radia, żeby nie słyszeć niczego, bo niektórzy mają taką strategię, żeby nie słyszeć że coś w samochodzie zaczyna się dziać, to można podgłośnić, nie słychać, samochód dalej jedzie. Nie o to chodzi.

 

U: Im szybciej leczymy, tym lepiej. Nie kierować się samym bólem. Sam fakt, że ból ustąpił o niczym nie świadczy. Czasami mam pacjentów, którzy przychodzą, mówią że parę miesięcy temu ich bardziej bolało, teraz już nie jest tak źle, wtedy mi się coś blokowało w kolanie – to nawet jeżeli zbadam pacjenta i on nie ma absolutnie żadnych objawów, zawsze kieruję na rezonans magnetyczny. Bardzo często tam są straszne patologie, tam czasami jest oderwana cała łąkotka, zwichnięta zupełnie. Człowiek chodząc na tym cały czas rozgniótł ją, rozdeptał i wtedy nie ma czego ratować.

 

T: Wtedy nie ma też tej amortyzacji, ten staw się sypie szybciej.

 

U: To jest jedna z niewielu rzeczy, która jest pewna – jeżeli stracimy łąkotkę, to niestety staw się sypie. Dobrze jest zobaczyć np. w niedzielę pójść pod kościół, starsi ludzie wychodzą z kościoła we wczesnych godzinach porannych, bardzo wielu z nich ma szpotawe kończyny, wygięte w nawiasy. Przecież nie dlatego, że tamto pokolenie miało takie nogi, tylko dlatego, że statystycznie częściej uszkadza się łąkotka przyśrodkowa, ta od wewnętrznej strony i nasz staw się zapada. Częściej będziemy mieć pacjentów z uszkodzoną łąkotką przyśrodkową, ale z kolei gorzej kolano znosi brak łąkotki bocznej, to jest znacznie większe wyzwanie dla kolana.

 

T: Wiemy, że jak najszybciej się diagnozować, żeby staw nam starczył jak najdłużej, żeby się dalej nie psuł. Jakie są sposoby leczenia, jakbyś mogła powiedzieć, żeby ludzie się nie bali tych operacji?

 

U: Bardzo często najskuteczniejszym sposobem leczenia jest operacja. Czy ludzie się powinni bać operacji? Pewnie, że powinni się bać. To nie jest normalne i fizjologiczne, że grzebiemy komuś w kolanie, natomiast ja to traktuję nie tak, że za wszelką cenę operacja, albo za wszelką cenę nie operacja. Po prostu różne rzeczy leczy się w różny sposób, tak jak nie dyskutuję z tym wcześniej wspomnianym mechanikiem, czy on ma mi otwierać maskę samochodu i wymieniać amortyzator, tak i tutaj trochę trzeba się zdać na doświadczenie tych, co nas leczą.

Jeżeli łąkotka jest pęknięta, to łąkotki są strukturami, które dosyć słabo się goją. Chcemy ją zaszyć, chcemy jak najwięcej z tej łąkotki uratować. Jeżeli to jest fragment, którego nie da się uratować, to jeżeli on nam w pracującym łożysku, jakim jest kolano cały czas się rusza, to niszczy struktury, które są naokoło. Często jedynym rozwiązaniem sensownym jest operacja, czasami pacjenci pytają “dobrze, ale to może ja najpierw się porehabilituję”. Problem polega na tym, że to nie jest do końca alternatywa. Alternatywa by oznaczała, że różnymi drogami osiągamy ten sam efekt końcowy, jakim w tym przypadku jest uratowanie łąkotki. Niestety nie.

Jeżeli pacjent powie “okej, nie chcę się leczyć operacyjnie, chcę tylko żeby mnie przestało boleć”, to wtedy mamy wachlarz możliwości, ale pacjent musi mieć świadomość, że łąkotkę najprawdopodobniej straci. Czy się komuś może upiec? Na pewno, w medycynie jak w kinie, wszystko jest możliwe. Czasami raz na jakiś czas komuś się upiecze. Prognozowanie w medycynie opiera się na statystyce, na prawdopodobieństwie. Nie wiem czy bym się akurat tym kierowała. Tu jest ważna rzecz, żeby racjonalnie podjąć decyzję czy się leczyć, czy się nie leczyć, czy się operować, czy się nie operować. Trzeba mieć dobre dane wyjściowe, mieć postawioną diagnozę, a tę w przypadku kolana stawiamy za pomocą rezonansu.

Powszechnie robione są badania USG kolana i jest wielu fantastycznych specjalistów od badania USG, ale akurat w przypadku kolana USG bardziej się sprawdza do bardziej powierzchownie położonych struktur. USG choćby nie wiem co, nie przechodzi fala ultrasonograficzna przez kość, nie widzi co jest w głębi, w związku z czym prawidłowy wynik badania USG o niczym nie przesądza, bo 20-30% tego co jest w kolanie nie widać w USG. Nieprawidłowy wynik badania USG i tak powoduje, że powinniśmy rozszerzyć diagnostykę i dowiedzieć się co jest dalej.

Osobiście nie kieruję na badania USG jako wyjściowa diagnostyka i też nie zaczynam leczenia np. rehabilitacji, zanim nie mam postawionej diagnozy. Najpierw chcę wiedzieć co leczę. Miejsce dla rehabilitacji jest po leczeniu operacyjnym, po czymkolwiek byśmy zrobili. To jest bardzo ważne, bo rehabilitacja daje nam możliwość żebyśmy mogli używać tej nogi, korzystać, my nie chcemy mieć ładnie wyglądającej łąkotki w rezonansie, tylko chcemy móc cieszyć się życiem, być aktywnym itd.

 

T: Jak rozmawiamy o operacji, czy trzeba się w jakiś sposób przygotować do operacji? Często się mówi o prehabilitacji, czyli że jednak w jakiś sposób się przygotowuje. Pewnie to zależy od stopnia uszkodzenia, czy to jest urazowe, przewlekły stan.

 

U: Są sytuacje w kolanie, kiedy taka rehabilitacja przygotowująca do operacji jest super istotna i taką sytuacją może być przewlekłe uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego, gdzie mamy kolano w przednim podwichnięciu, chcemy to zredukować, bo inaczej nasza operacja nie będzie tak efektywna jak mogłaby być. Natomiast jeżeli łąkotka jest pęknięta, urwana, to troszeczkę szkoda na to czasu, ale z pewnym zastrzeżeniem.

Spotkanie się z fizjoterapeutą przed zabiegiem, nauczenie się chodzenia o kulach, wtedy kiedy noga jeszcze nie ma ran, nie jest boląca. Założenie sobie ortezy, takie też mentalne, psychiczne przygotowanie się do tego, co nas czeka, udowodniono, że powoduje, że ci pacjenci idą lepiej po zabiegu. Oni mają mniejszy poziom lęku, oni wiedzą co ich czeka, oni sobie lepiej radzą z chodzeniem o kulach, co przekłada się na to, że bardziej się słuchają tego co ja powiem, a to powinno się przełożyć na to, że będą się miewali lepiej i szybciej, lepiej będą się goić.

 

T: Sposoby operacji są różne pewnie, jakie wykonujesz zabiegi dotyczące łąkotek?

 

U: Kolano generalnie leczy się artroskopowo, czyli przez dziurkę od klucza wkładamy bardzo małą kamerę na wąskim patyczku, ona ma 4-5 mm średnicy. Pod kontrolą tej kamery wszystko sobie przez dziurkę od klucza naprawiamy. Sposobów szycia łąkotek jest wiele, można powiedzieć, że każda z łąkotek przyśrodkowa i boczna trochę inaczej jest zaopatrywana, w różnych jej częściach jest inaczej zaopatrywana i przy różnych uszkodzeniach jest inaczej zaopatrywana. Trochę to zależy od preferencji chirurga, sprzętu który chirurg ma dostępny, tutaj chyba bym nie wchodziła za bardzo w zagadnienia czy ta nitka jest lepsza niż ta nitka, wszystko co prowadzi do celu jakim jest zachowanie jak największej części łąkotki jest dobre.

Można też wspomagać gojenie, proszę pamiętać, że łąkotka jest strukturą, która prawie nie ma komórek, to są włókna kolagenowe ułożone w bardzo przestrzenny, skomplikowany sposób. Tam nie ma za dużo naczyń krwionośnych, więc to wytrzymuje bardzo duże obciążenia. Gdy zaczyna mieć problemy, to dosyć słabo się goi. Można tam podawać czynniki wzrostu, osocze bogatopłytkowe, komórki macierzyste, w różny sposób próbuje się stymulować tę strukturę do tego, żeby się goiła lepiej. To co pacjent może zrobić – musi przestać palić. To co robi palenie z gojeniem, to chyba niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, każdy palenie kojarzy z nowotworem płuc, że ogólnie niedobrze.

 

T: Mało się kojarzy z kolanem.

 

U: W ogóle to się nie kojarzy z kolanem, co więcej akurat w tym przypadku nam nie chodzi o substancje smoliste, nam chodzi o nikotynę. Jeżeli jesteśmy palaczami i chcemy rzucić palenie, to nie zamieniamy tego na plastry z nikotyną, na gumy z nikotyną, bo co robi nikotyna? Nikotyna hamuje tzw. neowaskularyzację, czyli wrastanie się, tworzenie malutkich naczyń krwionośnych. Są badania, które obliczyły, że 2 papierosy w tygodniu, a powiedzmy szczerze, do 2 w tygodniu nikt się lekarzowi nie przyzna, to jest człowiek niepalący. Tylko 2 papierosy w tygodniu potrafią obniżyć nasz potencjał do gojenia o 75% na cały tydzień.

W wielu krajach, w Stanach Zjednoczonych spotkałam chirurgów, którzy planowych zabiegów, zwłaszcza kostnych nie robili u palaczy, bo ryzyko powikłań jest tak duże, że nikt nie chce się w to bawić. Trzeba przestać palić, przynajmniej na czas leczenia.

 

T: To się nie opłaca po prostu. Zmarnowany potencjał.

 

U: To się zwyczajnie nie opłaca. Nawet u bardzo młodej osoby to gojenie leci na łeb, na szyję.

 

T: Co jeszcze można zrobić? Jest medycyna regeneracyjna, komórki macierzyste. Zajmujesz się tym tematem, to jest temat na oddzielny odcinek, ale chociaż tak krótko na potrzeby tego odcinka. Do stawu możemy aplikować różne substancje, jednym z nich są komórki macierzyste pozyskiwane ze szpiku kostnego, z tkanki tłuszczowej, tylko do tej pory było to bardzo kontrowersyjne, czy to w ogóle działa czy nie działa. Zajmujesz się tym, więc proszę powiedz tak krótko.

 

U: Myślę, że na to pytanie nie ma odpowiedzi zero jedynkowej. To nie jest tak, że absolutnie działa, tak, absolutnie nie działa. My jeszcze wielu rzeczy nie wiemy. Pewna konfuzja i zamieszanie pomiędzy super entuzjastami terapii biologicznych i przeciwnikami terapii biologicznych wynika z tego, że zaczęto to podawać na wszystko, oczekując nie wiadomo czego. Jeżeli my sobie podamy do kolana czynniki wzrostu, osocze bogatopłytkowe czy komórki macierzyste, to jak tam była dziura w chrząstce, to ona nadal tam będzie. To tak nie działa, że nam coś odrośnie, niestety nie jesteśmy jaszczurką, nad tym w Pittsburghu pracuję, żebyśmy byli jaszczurką i jak nam odetną łapę, to ta łapa nam odrasta. Człowiek tak nie ma, człowiek tak nie potrafi, traci tą zdolność, do pewnego stopnia ma te zdolności w trakcie życia płodowego, potem niestety je traci.

My nie mamy do końca nad tym kontroli, np. komórki macierzyste pobrane od 40 latka i komórki macierzyste pobrane od 20 latka różnią się między sobą, zarówno ilością, ile można pobrać, jak i swoją aktywnością. Wiele zależy od choroby, którą leczymy. Przyznam szczerze, stosuję te terapie, stosuję je jako wspomaganie, ale też nie gloryfikuję ich. Nie wiemy do końca jakie procesy tam się dzieją, nie mamy nad tym kontroli.

U jednych ludzi wydaje się, że to się sprawdza lepiej, u innych gorzej, więc chyba podchodzę do tego w ten sposób, że jeżeli coś potencjalnie może pacjentowi pomóc i jest wiele prac naukowych, które pokazują, że to generalnie nie szkodzi, to staram się pacjenta wspomóc wszystkim co mam, żeby na koniec było lepiej. Powiedzmy sobie szczerze, chirurg i pacjent razem wzięci może mają wpływ na 30% efektu końcowego, trochę nam pomaga rehabilitacja, to kolejne 10-15%, a reszta to trochę jak natura chciała.

 

T: Ulu, o łąkotkach myślę, że na ten moment wystarczy, zapełnilibyśmy z 10 odcinków, ale przejdziemy dalej, do kolejnej struktury, która jest w stawie kolanowym, czyli rzepka.

 

U: Ah, to jest temat na dwa tygodnie rozmawiania. Staw rzepkowo-udowy, czyli rzepka i powierzchnia kości udowej to jest taka pięta Achillesowa człowieka, bo człowiek jest pierwszym zwierzęciem, który postanowił chodzić na wyprostowanych tylnych łapach. Wszystkie zwierzaki jak chodzą, to jednak mają tylne łapy lekko zgięte.

Człowiek w momencie podporu prostuje nogę, to jeszcze nie do końca biomechanicznie natura u człowieka ma przemyślane, stąd się bierze mnóstwo problemów, że rzepka jest za luźna, mamy niestabilności rzepki, zwicha się, albo z kolei jest za bardzo przyparta i mamy różnego rodzaju problemy z chrząstką w stawie rzepkowo-udowym. Na to wszystko nakłada się cały aparat wyprostny, przyczep mięśnia czworogłowego do rzepki, więzadło rzepki, wszystkie choroby wieku młodzieńczego, to możemy rozmawiać i rozmawiać. Wybieraj.

 

T: Tyle czasu nie mamy. Najczęściej z jakim problemem pojawiają się pacjenci jeśli chodzi o ten staw?

 

U: Jeżeli chodzi o urazy, to jest zwichnięcie rzepki. Zwichnięcie rzepki, klasyczny pacjent, to jest pierwsze zwichnięcie w wieku lat nastu, częściej to są dziewczęta, z różnych powodów. To jest niestety problem, który nawraca, można powiedzieć, że każdą rzepkę da się zwichnąć jak ktoś miał wypadek komunikacyjny, natomiast klasyczny pacjent, któremu się zwicha rzepka, to jest pacjent, który ma dysplazję stawu rzepkowo-udowego, czyli staw rzepkowo-udowy jest tak zbudowany, że łatwiej się zwicha. Normalnie mamy tak, że rzepka jest w zagłębieniu, tzw. bruzda międzykłykciowa. U osób z dysplazją to nie jest zagłębienie, to nawet nie jest płaskie, czasami to jest wręcz wypukłe.

 

T: Jak to ma się trzymać.

 

U: Chybocze się na tym, to niesie za sobą cały szereg problemów. Druga duża grupa pacjentów to są pacjenci, których boli przedni przedział kolana. Oni mówią “mnie boli z przodu kolana”, kiedy? “Kiedy długo siedzę, kiedy chodzę po schodach, kiedy chodzę w górę w dół, zazwyczaj gorzej jest w dół, bo w ogóle schodzenie w dół jest biomechanicznie bardziej wymagające, niż pójście na górę. Wielu z tych pacjentów wejdzie na Kasprowy, tylko problem jest z zejściem. Czasami te osoby mają też obrzęki kolana, wysięki, czasami to są kobiety, które chodzą dużo na obcasach i to źle znoszą, bo im wyższy obcas, tym bardziej chodzimy na lekko zgiętych nogach i to nie jest dobre dla stawu rzepkowo-udowego.

 

T: Bardziej przypiera rzepkę, większe siły tam oddziaływują.

 

U: My w czasie przenoszenia obciążenia, w czasie chodzenia powinniśmy mieć prostą nogę, to ma też inne konsekwencje. Jeżeli ktoś nie prostuje nogi, bo zwichnął łąkotkę albo z innego powodu mięśniowego, to na nodze nie powinien stawać dopóki tego wyprostu nie odzyska, tu jest olbrzymia rola fizjoterapeutów, żeby nam w tym pomóc.

 

T: Co z taką rzepką się robi?

 

U: Jestem zwolennikiem działania po kolei. Przychodzi baba do lekarza, rozmawiamy sobie, badam pacjenta, stawiam wstępną diagnozę, np. że ktoś ma przyparcie rzepki. Jest nawet taki długi skrót ELPS, czyli zwiększone boczne przyparcie rzepki w stawie rzepkowo-udowym, kto to wszystko powtórzy? To, że kogoś boli staw rzepkowo-udowy jeszcze nie znaczy, że ten staw jest uszkodzony. Możemy mieć osobę, która ma duży ból i jeszcze nie ma uszkodzeń chrząstki i możemy mieć osobę, która ma niewielkie dolegliwości i duże uszkodzenia chrząstki, dlaczego? Bo chrząstka nie ma unerwienia bólowego.

W chrząstce można mieć dziurę jak stodoła i to niekoniecznie musi boleć. Powinniśmy zrobić diagnostykę, w przypadku kolana to jest rezonans magnetyczny zawsze i zobaczyć czy chrząstka jest uszkodzona czy nie. Jeżeli chrząstka jest nieuszkodzona albo jest uszkodzona w nieznaczny sposób, to nie jest pacjent do operacji, to jest pacjent do rehabilitacji. To jest zagadnienie strasznie ciężkie i strasznie trudne, jak rehabilitować staw rzepkowo-udowy. To naprawdę tylko najlepsi z najlepszych fizjoterapeutów sobie z tym radzą, to jest droga długa, droga przez mękę, to jest coś, co trwa często miesiącami, to nie są 2 tygodnie turnusu rehabilitacyjnego i nagle coś zaskoczy.

Jak są konferencje międzynarodowe i jest sesja o rehabilitacji stawu rzepkowo-udowego, to te sale zawsze pękają w szwach, bo to jest frustrujące dla lekarza, dla fizjoterapeuty i dla samego pacjenta. Bardzo często jest sinusoida objawów. Klasyczna historia: przychodzi pacjent, ja diagnozuję że ma boczne przyparcie rzepki, kieruję na rehabilitację. Był na dwóch rehabilitacjach, zaczęło boleć bardziej, w najlepszym wypadku wróci do mnie i mi to powie, a czasami po prostu rezygnuje z rehabilitacji, z tego lekarza. Dlaczego tak się dzieje? Trzeba sobie uświadomić co rehabilitacja ma zrobić. Chcemy rehabilitacyjnie trochę zmienić sposób w jaki ta rzepka się rusza, więc chcemy pewne struktury rozciągnąć, inne struktury chcemy wzmocnić. Chcemy zmienić to, w jaki sposób ktoś chodzi.

Bardzo często pacjenci się dziwią czemu ćwiczę na miednicy, jak przyszedłem z kolanem – bo od tego jaką mamy stabilizację miednicy, jaką mamy core stability zależy jak ustawiamy nogi. Żeby to zmienić tak, aby to się stało drugim nawykiem pacjenta, żeby to się działo odruchowo, a nie że ja powiem “to teraz proszę iść ładnie”, to na to potrzeba czasu. Na czym polega trening mięśniowy? Na tym, że dajemy obciążenia trochę większe niż jesteśmy w stanie znieść, w związku z czym raz na jakiś czas przegniemy, zrobimy za dużo, to boli. Bardzo często to są 2 kroki w przód i 1 krok w tył, a czasami 2 kroki w przód i 4 kroki w tył. Trzeba mieć dużo cierpliwości, tu jest ważna współpraca pomiędzy fizjoterapeutą i lekarzem. Mogę wtedy wspomóc fizjoterapeutów, dać leki w międzyczasie, ułatwić zrobienie tego kroku do przodu, ale szczerze, cała robota to jest pacjent i fizjoterapeuta, ja tylko pomagam.

 

T: Tutaj jeszcze oprócz tego liczą się inne elementy, o których nie mówimy: nastawienie pacjenta, dieta itd., jest tego masa, różne rzeczy, które dają taki albo inny efekt, zależy jak się do tego podejdzie.

 

U: Trzeba spojrzeć na to całościowo. Jeżeli problemem jest nadwaga, to nie można się bać o tym mówić, to jest element leczenia jak każdy inny, jak przyjęcie leków, pójście na rehabilitacje, zoperowanie się. Jeżeli ktoś waży 150 kg, to pewnie nie ma terapii, która mu pomoże, dopóki troszkę ta waga nie zostanie zredukowana, co też będzie miało szereg dobrych elementów. Teraz mamy super dietetyków, którzy w tym pomagają.

Uważam, że trzeba korzystać z pomocy profesjonalistów. Jeżeli ktoś ukończył 5 letnie studia, ma 20 lat doświadczenia tylko w tej dziedzinie, to jest grzechem próbowanie otwierać otwartych drzwi, trzeba korzystać, mieć fizjoterapeutę, trenera przygotowania motorycznego, dietetyka. Owszem, wydaje się, że to jest sztab ludzi, ale to dobrze się wydaje. Potrzebny jest sztab ludzi, żeby komuś pomóc.

 

T: Tu się zgadzam, tylko nie każdy ma takie możliwości, żeby z tego skorzystać, to jednak kosztuje. Nasz system nie zapewnia, albo trzeba się bardzo dużo nachodzić, żeby z tego skorzystać.

 

U: Czasami trzeba się nachodzić, ale to też nie jest tak, że dobrzy fizjoterapeuci to są tylko ci, którzy pracują prywatnie. Jedno nie wynika z drugiego. Leczenie się w systemie państwowym i w systemie prywatnym, żadne z nich nie jest idealne, każde z nich ma inne wady i inne zalety. Jeżeli leczymy się w ramach ubezpieczenia publicznego, to zaletą tego jest to, że to nas nie kosztuje, bo to idzie ze składki zdrowotnej, ale tak, trzeba się więcej nachodzić, trzeba swoje wystać w kolejkach, niestety to jest cena za to.

Jeżeli mamy to szczęście, że możemy się leczyć prywatnie, to jeszcze lepiej. Dlatego też myślę, że takie podcasty, coś co edukuje pacjentów, jak oni mogą skorzystać z pewnych rzeczy, teraz jest taka masa dostępnych materiałów online. Oczywiście, że to nie jest to samo co praca z fizjoterapeutą 1:1, ale jak nie ma innej opcji, to trzeba korzystać z tego.

 

T: Dla chcącego nic trudnego, wszystko jest dostępne w zasięgu ręki, czasami trzeba trochę czasu na to poświęcić.

 

U: Trzeba się przygotować na to, że zmiana stereotypu chodu, wzmocnienie mięśni, inaczej zadam ci pytanie – teraz mamy marzec, kwiecień, maj, czerwiec. Do wakacji są 3 miesiące, mocno na styk by było, gdybym ja teraz chciała ciało do bikini, kaloryfer, a jeżeli pacjent oczekuje, że w ciągu 2 tygodni to osiągnie, jeżeli przyjdę w połowie czerwca i powiem “1 lipca jadę na plażę, więc chciałbym mieć kaloryfer i jeszcze 5 minut dziennie na to poświęcę”, to tego nie da się zrobić i tak samo jest z rehabilitacją. Pewne rzeczy nie dadzą się zrobić. Można wyciszyć, można zadziałać przeciwbólowo, można tapy założyć, odciążyć, ale trwale to niczego nie zmieni.

 

T: To tak jak z pacjentami czasami, boli kolano ale się wybiera na narty za 2 tygodnie i napraw.

 

U: Chciałabym mieć czarodziejską różdżkę, ale niestety jeszcze nie mam.

 

T: Powiedzieliśmy o rzepce i chrząstce, która nie tylko jest w rzepce. Jak z tymi chrząstkami, tutaj o tym jeszcze chciałbym się dowiedzieć, w stawie kolanowym, o chrząstce, o leczeniu urazów chrząstki, o degeneracji chrząstki.

 

U: Chrząstka to super fascynujące zagadnienie. To jest struktura, która ma bardzo niską ścieralność, bardzo jest gładka, wytrzymuje bardzo wiele i pokrywa końce stawowe, dzięki temu mamy powierzchnię poślizgową, jak staw się rusza. Jeżeli przychodzi pacjent, który ma uszkodzoną chrząstkę, gdzie by jej nie miał uszkodzonej, to są dwa podstawowe pytania, które musimy zadać. Po pierwsze – jak mocno, jak bardzo, jak głęboko jest uszkodzona chrząstka i w którym miejscu, rezonans magnetyczny. Po drugie dlaczego doszło do tego uszkodzenia chrząstki, bo jeżeli my potem w leczeniu skupimy się tylko na samej chrząstce, nie eliminując przyczyny, która doprowadziła do tego, że chrząstka się uszkodziła, to nasze działania na dłuższą metę nie będą niczego warte.

Jeżeli mamy uszkodzoną łąkotkę i z tego powodu, z powodu braku amortyzatora posypała nam się chrząstka w danym przedziale, niech to będzie przedział przyśrodkowy, czyli od wewnętrznej strony kolana, bo to statystycznie się zdarza najczęściej. My w ramach leczenia np. operacyjnego będziemy rekonstruować chrząstkę w tym przedziale przyśrodkowym, ale w żaden sposób nie zastąpimy tego, że tej łąkotki tam nie ma, albo że ona jest za mała albo uszkodzona, to ta nasza naprawiona chrząstka, która z całym szacunkiem, do tego co chirurg może zrobić, jest takim wyrobem czekoladopodobnym, to nie jest prawdziwa chrząstka.

Skoro zdrowa, prawdziwa chrząstka z powodu braku łąkotki nam się wytarła, to co my naprawimy też nam się wytrze i to prawdopodobnie znacznie szybciej. Trzeba wtedy myśleć o naprawie łąkotki, przeszczepie łąkotki, czasami się robi osteotomię jeżeli noga się wygięła, to my ją prostujemy, to są duże zabiegi operacyjne, ale one są konieczne po to, żeby nasze działania miały w ogóle sens. Jeżeli chrząstkę mamy zniszczoną w stawie rzepkowo-udowym, bo się rzepka ustawia do boku, to może trzeba pomyśleć czy nie trzeba przearanżować stawu rzepkowo-udowego i zmienić ustawienie rzepki.

 

T: Kolanowe rewolucje.

 

U: Tak, można tak powiedzieć. Trzeba bardzo metodycznie podchodzić do leczenia, mieć postawioną diagnozę, zastanowić się dlaczego do tego doszło. Czasami jest tak, że nie robimy nic więcej, np. ktoś się przewrócił, było bezpośrednie uderzenie w kolano, wypadł fragment chrząstki i my go replantowaliśmy na miejsce, albo miejscowo naprawiliśmy, wtedy nic więcej nie trzeba robić, ale musimy mieć pewność, że to z tego powodu ta chrząstka tam jest.

 

T: Biomechanicznie wszystko było dobrze, tylko ten uraz to spowodował. Jak jest biomechanika zaburzona, to najpierw trzeba tym się zająć, a później coś poprawić.

 

U: Dokładnie tak. Jeżeli nam się wyciera chrząstka, bo mamy luzy w kolanie, mamy niewydolność więzadła krzyżowego przedniego, to żeby zatrzymać ten proces albo przynajmniej go spowolnić, powinniśmy wykonać rekonstrukcję więzadła krzyżowego przedniego. Jeżeli mamy fragment łąkotki, czy jakiegoś ciała wolnego, który nam pływa w stawie, to bez usunięcia tego nie będzie dobrze. Wydaje mi się, że trzeba to sobie wszystko poukładać, zastanowić się co wynika z czego i wtedy faktycznie może być tak, że pacjent o którym mówiłam na początku, któremu zaproponowałam operację, on tam wziął Olfen, dolegliwości ustąpiły, przychodzi 10 lat później bo kolano dosyć mocno boli, ciężko to zignorować, mówi “dobrze, może pani leczyć łąkotkę”, tylko że tam już nie ma kolana, już jest uszkodzona chrząstka, mówię “łąkotki to już nie ma co leczyć, trzeba zrobić osteotomię”, “no nie, znowu chce mnie naciągnąć na operację”.

Osteotomia to nie jest nic strasznego. Osteotomie w różnych słowach można opisać, ja mogę powiedzieć “słuchajcie, macie wykrzywione kolano, wyprostujemy je, przeniesiemy obciążenia na zdrowszą część albo na środek kolana”, ale można powiedzieć “chcą łamać kolano ponownie, wezmą piłę, wezmą dłuto”. Tak, weźmiemy piłę i weźmiemy dłuta, to jest duża operacja, np. ja ją uwielbiam, nie dlatego, że jest szczególnie fajna jak ją robimy, ale efekty są niesamowite. Ci ludzie wracają do sprawności, do biegania, do skakania, zyskują kolejne 15 lat zanim coś dalej trzeba robić. Niestety nie przestaje się zużywać, starzeć.

To trochę tak jak z łąkotkami, jak szyję komuś łąkotkę, pacjent pyta “czy pani mi gwarantuje czy ona się więcej nie urwie”, to mówię “panie, jak ja mam stłuczkę w samochodzie i idę do tego mechanika, bo ortopedia to taka stolarka jest, idę do niego i mówię pan mi tu wyklepie i proszę mi dać gwarancję, że więcej stłuczki nie będę miała”. Nie ma takiej gwarancji, nie staliśmy się Avengersami, z tego powodu, że ja komuś zaszyłam łąkotkę, to niestety tak nie działa.

 

T: Ładnie powiedziane, bardzo obrazowo, ale jeszcze wracając do chrząstki stawowej. Metody leczenia są różne, też medycyna regeneracyjna ma tutaj swoją rolę. Jak jest z suplementacją? To jest też temat, który często pacjentów interesuje. Czy można sobie w jakiś sposób wspomóc regenerację czy w ogóle wpłynąć na strukturę chrząstki stawowej przyjmując suplementy?

 

U: Zaczęłabym od ostrożnego używania słowa regeneracja. Słowa regeneracja sugeruje, że czegoś nie było i to odrosło, nie ma takiego suplementu.

 

T: Dobrze, jest medycyna regeneracyjna, jak tutaj pogodzić te nazewnictwo?

 

U: Chyba bym powiedziała, że sformułowanie medycyna regeneracyjna jest wishful thinking, to jest myślenie życzeniowe. Nie potrafimy regenerować człowieka, wątroba nam się trochę regeneruje, ale reszta struktur nie bardzo. To co my naprawiamy, staramy się żeby to było jak najbardziej podobne do tego, co tam było, ale to nie jest identyczne. Różnego rodzaju techniki naprawy chrząstki, tych technik jest bardzo wiele, długo można by o tym rozmawiać, mają na celu aby ten produkt, który powstaje w dziurze, gdzie była uszkodzona chrząstka był jak najbardziej wytrzymały i jak najbardziej podobny do oryginalnej, wyjściowej chrząstki, więc stosuje się komórki macierzyste, różnego rodzaju membrany, które mają pomóc komórkom się przestrzennie układać.

Są techniki, gdzie pobiera się trochę chrząstki z nieobciążonych, mniej potrzebnych miejsc w kolanie i się je namnaża albo się je rozdrabnia i liczy się na to, że te komórki się wbudują, że to się wszystko przebuduje. Badań, które miarodajnie porównują te techniki między sobą nie ma wiele. W wielu z tych badań można dyskutować na temat metodyki, tego że byli różni pacjenci, albo byli w różnym wieku. Bardzo często w tych wszystkich badaniach oceniana jest satysfakcja pacjentów, która jak już rozmawialiśmy niekoniecznie musi się przekładać na to, że akurat dziura jest wypełniona lepszej jakości produktem. Ja bym nie dyskredytowała ani nie gloryfikowała żadnej z tych technik.

W moim odczuciu najważniejsze jest to, żeby nie było gołej kości, czyli kość jest pokryta chrząstką między innymi po to, żeby oddzielić kość od środowiska stawowego. Jeżeli w chrząstce jest dziura pewnej grubości, to płyn stawowy zaczyna wchodzić w kość. Kość jest trochę jak pumeks, ona się nie rozciąga, więc jeżeli zaczyna rosnąć ciśnienie w strukturze, która się nie rozciąga, to drażni zakończenia nerwowe, bo kość ma dużo unerwienia bólowego i zaczyna boleć. Między innymi po to, żeby wyeliminować ból chcemy to czymś przykryć i wyeliminować przyczynę, która do tego doprowadziła.

Suplementy doustne, bo o to pewno pytasz, różnego rodzaju siarczany chondroityny itd. – ja mówię pacjentom, żeby je brali, dlatego że wielu pacjentów się po tym czuje lepiej. Są badania, które pokazują, że one częściowo wpływają na samopoczucie pacjentów i duża grupa pacjentów ma poprawę. Są badania, które pokazują, że jest niezwykle duży efekt placebo, czyli wiary pacjenta w to, że mu to pomoże, ale szczerze, mi to też nie przeszkadza. Pacjent przychodzi po to, żeby się czuć lepiej, więc jeżeli po tym się będzie czuł lepiej, to dobrze. Jeżeli oczekiwania pacjenta są takie, że miał dziurę w chrząstce i ta dziura zniknie, bo ktoś przez 2 miesiące brał siarczan chondroityny, obawiam się, że to się nie wydarzy.

Są też różnego rodzaju suplementy, które można podawać do stawu, np. kwasy hialuronowe. Kwasy hialuronowe wzięły się z medycyny weterynaryjnej, od koni wyścigowych, gdzie o efekcie placebo nie można mówić. To są super substancje, ale pewne zamieszanie w opiniach na temat tego czy to działa, czy to nie działa wynika z nieadekwatnych oczekiwań do tych substancji.

Jeżeli ktoś wymaga operacji bo ma wielką dziurę w chrząstce, albo w ogóle nie ma chrząstki i wymaga protezoplastyki i chce zainwestować w kwas hialuronowy żeby go to przed operacją uchroniło – obawiam się, że nie, bo nic tam nie odrośnie z powodu tego kwasu hialuronowego, co nie znaczy, że sam kwas hialuronowy jest czymś złym. Jest bardzo fajnym sposobem, do takiego dosmarowania, smarujemy kolano trochę tą substancją.

 

T: Czyli takie jeszcze zanim nam się całkowicie silnik zepsuje, dolewamy świeżego oleju.

 

U: Tak, tylko to też ma swoje granice. Bardzo często protezoplastyka, to brzmi tak strasznie, natomiast ja patrzę na to inaczej, w taki sposób- człowiek żyje średnio 70-80 lat…

 

T: W Polsce średnio mężczyzna 73, kobieta 81.

 

U: W tej chwili nawet nie mówimy o stulatkach, bo stulatków jest dużo. Żyjemy coraz dłużej, nie ma takiego materiału, który mechanicznie wytrzymałby obciążenia, które są w kolanie. Człowiek mało aktywny, czyli taki co wstaje, kawa, samochód, biuro robi 2 miliony kroków rocznie, razy 70 lat, to i tak nasze kolana wytrzymują bardzo dużo, w związku z czym jeżeli nam się zużyje chrząstka i jest taka możliwość, że mamy nowe nakładki, bo protezoplastyka to nie jest sztuczne kolano, sztuczny staw, tak się mówi potocznie, ale to jest bardzo mylące.

My tak naprawdę nie wycinamy kolana i nie dajemy sztucznego, z resztą to by się chyba nie sprawdziło, bo nie jesteśmy w stanie stworzyć czegoś tak cudownego i skomplikowanego jak kolano, my dajemy nowe nakładki. To super, że jest taka możliwość, możemy ten nasz stary samochód naprawić i dalej się cieszyć życiem. Bardzo często pacjenci mówią “gdybym ja wiedziała, wiedział, że to tak się funkcjonuje po protezoplastyce, to bym nie czekał tyle czasu”.

 

T: Do tej biomechaniki wracając, jak się zmieni w odpowiednim czasie, to ta biomechanika nie zdąży się na tyle zepsuć, popsuć i pouszkadzać dookoła w innych stawach, kręgosłup, na wszystko ma wpływ.

 

U: Człowiek którego boli przestaje się ruszać. Jest takie piękne powiedzenie, że życie to ruch i ruch to życie. Człowiek, który zalegnie w fotelu, niezależnie ile by miał lat z powodu bólu np. kolana czy nóg, to jest człowiek, który zaczyna się sypać mentalnie, psychicznie i internistycznie i kardiologicznie, trudniej trzymać jest wagę, wszystko z tego wynika. Można powiedzieć, że jeżeli starszej osobie zakłada się protezoplastykę, to daje jej się nowe życie. Ta osoba może być dalej aktywna. Trzeba być aktywnym, żeby móc normalnie funkcjonować.

 

T: To się idealnie wpisuje w naszą Receptę na Ruch.

 

U: Zupełnie spontanicznie wyszło.

 

T: To bardzo dobrze. Mamy tutaj dokładnie tą receptę, żeby w odpowiednim czasie odpowiednie środki użyć po to, żeby móc się nadal ruszać.

 

U: Tu też jest takie zagadnienie, o którym trzeba wspomnieć, że przychodzi taki moment gdy mamy 70 parę wiosen za sobą, kiedy to kolano jeszcze może nie jest bardzo złe ale już nam dokucza i powstaje pytanie “to może jeszcze nie robić protezoplastyki, może jeszcze trochę poczekać”. To zaczyna być troszeczkę tricky, dlatego że ta osoba robi się coraz starsza, coraz więcej obciążeń internistycznych się może pojawiać i może przyjść taki moment, kiedy osoba zdecyduje się na protezoplastykę, a lekarz powie, że nie może tego zrobić, bo nikt pani, pana nie znieczuli, bo to jest zbyt niebezpieczne, bo jest ryzyko zgonu w czasie operacji, więc tego momentu, odkładania w czasie do pewnego momentu ma sens, a od pewnego momentu już nie powinno mieć miejsca, dlatego że starsi ludzie bardzo często pogarszają się skokowo.

Nie raz, nie dwa ktoś starszy mieszka sam, jest super, funkcjonuje i drobna rzecz go potrafi wyrwać z tej równowagi, z tego rytmu. Przeziębi się i dwa tygodnie później to jest inna osoba, to jest osoba, która już nie jest taka samowystarczalna, gdzie posypią się rzeczy internistyczne, bo starsi ludzie nie mają tych rezerw, z których mogą korzystać wtedy, kiedy są chorzy.

 

T: Jeszcze tutaj do tych protez, jak już weszliśmy w ten temat trochę.

 

U: Regeneracja, a na koniec proteza.

 

T: Idziemy po kolei. Jest pewien moment w życiu, że już tylko ta proteza, na ile te nowoczesne protezy starczają?

 

U: 20-25 lat.

 

T: Czyli można sobie kalkulować, jak będę żył 80…

 

U: My tak trochę kalkulujemy, dlatego niespecjalnie chcemy zakładać protezę 40 latkowi, bo wtedy mamy prawie że pewność, że w ciągu jego życia trzeba będzie zrobić rewizyjną protezę. Czasami się zakłada u ludzi młodszych, dlaczego? Dlatego, że nie ma innych opcji. Są takie sytuacje, takie choroby, kiedy nie mamy już innych możliwości i wtedy trudno, nie odwlekamy tego, nie trzymamy kogoś na silnych lekach przeciwbólowych latami, tylko dlatego żeby dotrwać do 60 czy do 65 lat, kiedy zakładamy protezę. Im młodszy jest człowiek tym mamy większy potencjał do regeneracji – może regeneracja nienajlepsze słowo, jak sama powiedziałam – do leczenia biologicznego, możemy więcej zrobić. Im jesteśmy starsi tym ta ilość opcji nam się kurczy, ale też i nasze oczekiwania się zmieniają.

 

T: Możliwości samoleczenia nam się troszeczkę zmniejszają.

 

U: Jest czas i jest moment na wszystko. Wracamy do samochodu, jak ktoś ma zepsuty samochód, to nie czekamy aż ta awaria będzie coraz większa. Im wcześniej ją leczymy, tym się człowiek mniej narobi lecząc i tym będzie miał lepszy efekt końcowy i bardziej zadowolonego pacjenta, przy czym czasami pacjenci podchodzą do tego na zasadzie “jeszcze się doczołgam do drzwi, to jeszcze nie jest tak źle, a jak biorę dużo leków przeciwbólowych to daję radę”, to nie o to chodzi. Ból jest naszym sprzymierzeńcem, ból nam daje sygnał, że coś się dzieje. Człowiek jest jedynym takim zwierzakiem na kuli ziemskiej, który świadomie to ignoruje.

 

T: Jeszcze leki przeciwbólowe, weźmie żeby sobie zamaskować problem. Jeszcze mam jedną rzecz, o której nie wspomnieliśmy, może częściowo wspomnieliśmy, chodzi mi o nowoczesne metody leczenia, nawet zahaczając o protezy, to już nie są takie protezy, jak kiedyś były. Nawet przeczytałem, że operację robiłaś pierwszą w Polsce, gdzie się wykorzystywało tylko fragmenty stawu. W tej chwili też tak jak pamiętam, niektóre operacje w Polsce były robione, że np. skanuje się odpowiednio staw, przygotowuje się w drukarce 3D fragmenty stawu, że to jest takie super oszczędne, nowoczesna technika, jakbyś tylko tak krótko opowiedziała co w ogóle jest takiego nowego, co się dzieje na świecie, co dotyczy nowych technik związanych ze stawem kolanowym?

 

U: Troszeczkę zmienia się podejście do protezoplastyki. Kiedyś chcieliśmy jak robiliśmy protezę, żeby wszystkie nogi były idealnie proste, wszystkie kąty, przecięcia były takie same. Teraz pojawiają się technologie, gdzie robi się tomografię komputerową, gdzie na podstawie linii po chrząstkach wzrostowych odtwarza się wyjściową oś kończyny, która była u pacjenta, większość kobiet ma lekkie X, większość mężczyzn ma lekkie nawiasy, lekką szpotawość i robi się implanty custom made, robione na miarę.

Próbujemy odtworzyć implant, który będzie pasował do tej oryginalnej anatomii pacjenta, którą pacjent miał. Te implanty są produkowane dla tego konkretnego pacjenta. To niesie za sobą szereg ułatwień śródoperacyjnych, mamy wydrukowane na drukarkach 3D wszystkie przymiary, do przycięcia, to wszystko idzie szybciej, łatwiej, jest jednorazowe, natomiast taką nowością w tej koncepcji jest to, że nie staramy się żeby wszyscy mieli nogi cięte z tego samo szablonu, tylko trochę chcemy dopasować nasze protezy do tej wyjściowej osi u pacjentów, oczywiście z wyjątkiem sytuacji, gdzie ta wyjściowa oś z różnych powodów była bardzo mocno zaburzona.

Możliwości, które w tej chwili są w medycynie są naprawdę niewiarygodne, ale wszystko to służy temu, żeby ta proteza lepiej służyła pacjentowi. Jego mięśnie pozostałe, jego miednica, wszystko będzie do tego bardziej pasowało jeżeli my spróbujemy odtworzyć tak, jak było wcześniej. Liczę na to, że medycyna dojdzie do punktu, w którym regeneracja będzie, będzie nam odrastać kolano i wtedy będzie super.

 

T: Na to czekamy. Zgadzam się z tym, że ciężko było jak ktoś ma pewne nawyki ruchowe, dostosowane do tego mięśnie, więzadła, przyczepy, żeby tam wstawić coś innego i żeby inne struktury dookoła chodziły tak, jak wcześniej, dlatego to się w ten sposób robi.

 

U: Myślę, że to jest bardzo fajny nowy kierunek, jestem super tym podekscytowana. To nie jest tak, że jeżeli ktoś ma założoną protezę standardową, to będzie źle funkcjonował. Pacjenci naprawdę z tym dobrze funkcjonują.

 

T: Pewnie trochę więcej czasu to wymaga, żeby się dostosować.

 

U: Mamy fizjoterapeutów, którzy jak my tak wszystko z szablonu przytniemy, to sprawią potem, że pacjent będzie dobrze funkcjonował.

 

T: Ulu, jeszcze tak na koniec, bo dużo mówiliśmy o leczeniu, o operacjach, możliwościach, to jeszcze chciałbym tylko o tym ruchu więcej. Odpowiednie ruszanie się, odpowiednia ilość aktywności fizycznej sprawia, że te stawy nam na dłużej starczają.

 

U: Tak, w ogóle nawet są badania, które to pokazują i to już przede wszystkim dotyczy dzieci. Okazuje się, że np. dzieci w wieku 10-12 lat, te które się dużo ruszają mają statystycznie grubszą chrząstkę w kolanie, niż te które się nie ruszały. Oczywiście tu nie można przesadzić, bo jeżeli takie dziecko pójdzie na siłownię i zacznie podnosić duże ciężary, to negatywnie wpływa na chrząstkę wzrostową, one przestają rosnąć, inne problemy się pojawiają. Jeżeli to jest zdrowa dawka ruchu, taki wysiłek o średnim natężeniu, to nasze stawy funkcjonują lepiej, chrząstka, czyli ta powierzchnia poślizgowa, która nam się z życiem cały czas wyciera, startujemy z wyższego poziomu. Będziemy mieć lepiej uwapnione kości, jeżeli to jeszcze idzie w parze z odpowiednią dietą, która nam ten wapń dostarcza.

Budujemy masę kostną do 20-25 roku życia, potem ta masa kostna nam spada. Z im wyższej górki zjeżdżamy, tym na dłużej nam starczy, nie mówiąc już o innych rzeczach, które pośrednio wpływają na nasze zdrowie. Jeżeli ktoś od wczesnych lat młodych uczy się, że się rusza, lubi sport, to ta osoba ma większą szansę, że nie będzie później otyła, że będzie ten ruch kontynuowała, a to się przekłada na wszystko, na prewencję cukrzycy, na ciśnienie tętnicze, wysokich poziomów kwasu moczowego. Życie to ruch i ruch to życie.

 

T: Dziękuję ci bardzo, miałem takie ostatnie pytanie, zawsze dla gości, jaka jest twoja recepta na ruch, ale już ją wypowiedziałaś, także ci go nie zadam.

 

U: Ja się chyba za mało ruszam, muszę się ruszyć więcej.

 

T: To nieprawda, bo chwilę jeszcze rozmawialiśmy, jednak ze sportem miałaś sporo do czynienia.

 

U: Tak, ja lubię sport, tylko czasami gdzieś tam, tak jak u wielu moich pacjentów, zakałapućkam się w codziennych aktywnościach. W Pałacu Młodzieży chodziłam na pływanie synchroniczne, czyli tańczyłam w wodzie. Bardzo lubię narty, ale chyba tak naprawdę woda jest moim żywiołem, którą lubię najbardziej.

 

T: To może kiedyś się zobaczymy na windsurfingu. Pływasz?

 

U: Tak, pływam, może nie super fantastycznie, ale to nie o to chodzi, chodzi o to aby to sprawiało przyjemność.

 

T: Dziękuję ci bardzo.

 

U: Dziękuję za zaproszenie, naprawdę bardzo mi było miło.

 

T: Mi też, dużo się dowiedziałem, myślę, że słuchający nas czy oglądający tak samo. Zapraszam, przypominam że podcast jest co środę o godzinie 12:00, zapraszamy do słuchania, oglądania, komentowania. Dziękuję i do zobaczenia.

 

U: Dziękuję bardzo, do widzenia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *